wiersze nienapisane

recenzja

  • wtorek, 16 stycznia 2018
  • czwartek, 27 kwietnia 2017
    • Jarosław Mikołajewski mi bruździ

      Bruździ mi i przeszkadza, bo co jakiś czas tracę przez niego ten czas właśnie, podkreślając z mozołem fragmenty jego tekstów, wracam do początku i środka, a niektóre z nich nawet przepisuję do kajetu. Tak jest też z dzisiejszym "Po co czytać wiersze?" w "G.W. Już śródtytuły to nowe (dla mnie) definicje poezji. Np.to, że "poezja łączy sprzeczności..., łączy niepogodzone i niedające się pogodzić". Albo: "Poezja nie ma definicji... Jest jedyną rzeczą albo wymiarem, który nie znajdzie nigdy definicji. Który ucieka rozumieniu". Albo: "Poezja to nieprzystawalność". No, niestety, niezły jest ten J.M. I łobuz.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      czwartek, 27 kwietnia 2017 12:35
  • środa, 15 marca 2017
    • Perypetie niedogrzebanego nieboszczyka

      Tytuł wpisu nie mój - wziąłem go od Zygmunta Krzyżanowskiego, Polaka na emigracji w Związku Radzieckim, jak sam o sobie mówił.

      Zygmunt Krzyżanowski (1887 - 1950) to Polak, ale pisarz rosyjski, bo pisał przecież przede wszystkim po rosyjsku i był tłumaczem z polskiego (m.in. Tuwima) na rosyjski. Odkryto go niedawno, 50 lat po jego śmierci i jest porównywany do Kafki, Borghesa, Poe, a w Polsce do Gombrowicza i Witkacego. A ja "odkryłem" go dopiero kilka tygodni temu, a i to dzięki Wojtkowi P. Właśnie Wojtek P. pożyczył mi jedną z jego powieści: "Powrót Munchausena" i jest to rzecz niezwykła. Trzeba ją czytać, mając na podorędziu, kartkę papieru i ołówek, bo co chwila są tu myśli i zdania perełki.są także błyskotliwe mini wstawki filozoficzne. A cała rzecz ma wymowę antyradziecką. Powieść nigdy, oczywiście, nie została wydana.

      Ten niezwykły pisarz, eseista, tłumacz, erudyta i poliglota (znał 10 języków) żył i umarł w biedzie i zapomnieniu. Nie wiadomo nawet gdzie został pochowany. Myślę, że gdyby tworzył u nas i po polsku, uczylibyśmy się o nim szkole, miałby swoje ulice, a może i pomniki - żyłby w świadomości nie tylko Polaków przed i po swojej śmierci. Wyprzedzał epokę. Jaka szkoda, że wichry historii zagnały go do Moskwy, gdzie wegetował w jednym pokoiku o powierzchni 6 czy 8 metrów kwadratowych.

      A kilka cytatów z ww. książki będzie - być może - w kolejnym wpisie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      środa, 15 marca 2017 18:53
  • czwartek, 28 lipca 2016
    • Mariusz Szczygieł i "Nadzieja"

      Mariusz Szczygieł (facebook - Projekt: prawda) odniósł się do mojego wpisu sprzed kilku tygodni, przytaczając jego fragmenty, i napisał m.in.:

      "Piękna refleksja, Panie Krzysztofie /dziękuję - K.Z./, ale ja w tych "Obcasach" mówię przecież, że brak sensu to jest zadanie i ja do tego zadania włączam pogodę wewnętrzną (...).

      Pod spodem mojej radości i apetytu na ludzi jest przygnębienie tym, że zostaliśmy powołani jako ludzkość w niewiadomym dla mnie celu, pod spodem jest smutek. Szukam dobrych metod na przeżycie i to wszystko o czym Pan pisze ... jest metodą na bezsens (...).

      Mam nadzieję, że dobrze wyklarowałem skutki odczuwania bezsensu".

      Piękne i naprawdę mądre słowa. Mogą rzeczywiście pomóc. Nie tylko Panu.

      Ja też mam "Nadzieję" dla Pana. Tak się jakoś złożyło, że właśnie napisałem już (albo może: dopiero) piąty wiersz w tym roku o tytule "Nadzieja". Jeszcze dziś albo jutro najpóźniej go tu opublikuję. Co prawda nie jest on całkiem a propos, ale...

      Aha, już nie będę pisał, że mnie Pan okradł i zdradził. Nawet z pewną 9chyba wyczuwalną) czułością.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 lipca 2016 13:40
  • piątek, 25 marca 2016
    • Dziękuję, Pani Elżbieto

      Dziękuję Pani Elżbiecie Pendereckiej za Wielkanocne Festiwale Ludwiga van Beethovena i za jej odkrycia.

      Dzisiaj kończy się już 20 Festiwal Pani Pendereckiej. Festiwal ten to na pewno wielkie święto dla prawdziwych melomanów, a dla mnie - ignoranta muzycznego - zawsze jakąś przygodą. W tym roku taką przygodą i odkryciem dla mnie była Litewska Orkiestra Kameralna (Lithuanian Chamber Orchestra) pod kierownictwem Siergieja Kryłowa, który był także skrzypkiem-solistą. Zagrali na Zamku Królewskim "Cztery pory roku w Buenos Aires" Astora Piazzolli i "Cztery pory roku" Antonio Vivaldiego.

      Żeby się jakoś choćby trochę przygotować postanowiłem posłuchać na You Toubie tego pierwszego utworu, w wykonaniu dosyć znanej orkiestry. No, i byłem trochę zaniepokojony, że się wynudzę. Okazało się, że litewska zespół kameralny zagrał to genialnie (wg mnie, laika) i ze 2 razy lepiej (znowu wg mnie) niż tamci You Touba. Dla mnie wielka niespodzianka i odkrycie, bo - być może - znawcy już wcześniej docenili tę orkiestrę.

      Brawo Orkiestra z Litwy! Brawo Pani Elżbieto!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      piątek, 25 marca 2016 20:25
  • środa, 23 marca 2016
    • Kuczok, jak Nikolic

      Wojciech Kuczok wielkim draniem jest, bo - jeśli dobrze pamiętam - nie jest kibicem Legiuni mojej. To jest tym bardziej przykre, że łobuz naprawdę dobrze pisze. I nie mówię tu tylko o jego powieściach, ale o felietonach i recenzjach. No, właśnie recenzje. Wczoraj w "G.W." ukazała się jego recenzja książki Ryszarda Koziołka -  "Dobrze się myśli literaturą". Dla mnie bomba. Prawie każde zdanie to perełka. Machinalnie wziąłem ołówek i zacząłem podkreślać co smakowitsze kawałki. Zebrało się dużo tego. Co zdanie, to trafienie (we mnie).

      Żeby mu się w głowie nie przewróciło, daję tu cytat nie jego, lecz autora recenzowanej książki, odnoszący się do arcydzieł literackich: "Wszystko jest zrozumiałe, a człowiek wciąż się dziwi". Chciałoby się zadedykować go tym wszystkim młodym poetom i krytykom literackim, którzy tak napadli na Andrzeja Franaszka i pośrednio na mnie, za artykuł tegoż Franaszka sprzed chyba 2 lat, w którym autor zarzucał młodej polskiej poezji niezrozumiałość, sztuczki lingwistyczne itp. Dziękuję, panie Wojciechu.

      Tylko jaką kategorię wpisu tu dać? Recenzja recenzji?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      środa, 23 marca 2016 15:51
  • poniedziałek, 26 października 2015
    • Intrygujące

      "Wiersze dobrze się łączą z knajpami" - przynajmniej w wykonaniu Sławomira Płatka. A tomik, o którym będzie mowa, rzeczywiście jest okołoknajpiany, ale w dobrym znaczeniu.

      "Wiersze dla Sophie Marceau i innych kobiet z którymi spałem", to zbiorek wierszy, którym "odkryłem" Sławomira Płatka. Odkryłem dla siebie, bo - jak się okazuje - jest on dosyć znany w środowisku, a nawet podobno zasiada w radzie programowej pewnego czasopisma literackiego, albo w jakimś podobnym gremium. Nie w kij dmuchał więc.

      Określenie: "wiersze okołoknajpiane", to nie zarzut, czy przytyk, ale najkrótszy ich opis. No, i są naprawdę dobre i właśnie intrygujące. Gratulacje i trzymam kciuki. Żeby się tylko nie zmanierował.

      A sam tomik, jego forma graficzna i techniczna, to też coś fajnego, co może być rarytasem bibliofilskim. Wszystkie wiersze napisane na starej maszynie do pisania, a nie na komputerze. Kartki w kratkę, w jedną linię i do rysunków, jak wyrwane z zeszytów szkolnych z lat 80-tych. Okładka z szarego pakowego papieru, a całość zszyta zszywaczem.

      Czekam co i kto wyrośnie ze Sławomira Płatka.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 26 października 2015 15:00
  • środa, 30 września 2015
    • Wyznanie miłosne prawie

      Od tygodni zbierałem się, żeby napisać o Nim, a właściwie o moim prawie pensjonarskim zauroczeniu.

      Wojciech Kass, bo o nim mowa, to jedna z niewielu osób, które mnie w ostatnich latach właśnie zauroczyły. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że prawie nikogo z tzw. branży kulturalnej nie znam osobiście, nikogo przez kilka godzin nie słuchałem, nie rozmawiałem mniej lub bardziej prywatnie. A on jest nie tylko poetą, ale i krytykiem literackim, eseistą , chyba też wykładowcą i - być może - kimś jeszcze, pomijając Pranie.

      Wiedziałem, że dobrze i pięknie pisze - od czasu do czasu przeczytałem gdzieś jakiś jego wiersz, systematycznie zagłębiałem się w jego kroniki z Prania w "Toposie" i z tej pięknej prozy poetyckiej zdarzało mi się przepisać do podręcznego kajetu jakiś błyszczący fragment, jakiś kolorowy kamyk.

      No, a niedawno słuchałem go przez wiele godzin podczas warsztatów poetyckich w Kobylnikach, także po zajęciach i przez 3 - 4 godziny w czasie wspólnej podróży do Warszawy. I ciągle wracam to tego, i nie mam słów. Facet jest niesamowity, bo nie tylko pięknie pisze, ale też jak mówi!. Wiedza, warsztat, talent i niesamowita charyzma. Wyczuwa się też jakieś wewnętrzne ciepło. Uf, wystarczy.

      Wczoraj zobaczyłem na okładce nowej "Twórczości", że w środku są jego wiersze. Odłożyłem przestraszony i znowu wróciłem, ale tym razem do spisu treści i... odłożyłem. Jednak po paru godzinach kupiłem, przyniosłem do domu, schowałem pod gazetę, a dzisiaj zdobyłem się na odwagę. I odczuwam całym sobą jakąś delikatność i subtelność tych wierszy, jakąś czułość.

      P.S.: W drodze do Warszawy Kass nagle zapytał: "A Pana wiersza, to chyba nie było na warsztatach?". Trochę zabolało. Nawet, łobuz, nie pamiętał.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wyznanie miłosne prawie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      środa, 30 września 2015 11:23
  • niedziela, 13 września 2015
    • Z racji nienajgorszych wierszy

      Z racji nie najgorszych (ale i nie najlepszych, niestety) zaproszenie do udziału w XXVII Ogólnopolskich Spotkaniach Pokoleń w Pałacu w Kobylnikach i Kruszwicy.

      Bałem się, z uwagi na mój pierwszy raz w tego rodzaju imprezie i w ogóle w spotkaniu z poetami i krytykami, ale też z powodu swojej osobności, wynikającej mniej z wyboru, a bardziej nieumiejętności poruszania się w środowisku, czyli po prostu z gamoniowatości.

      Minął już tydzień, a ja dalej w euforii. Czy to zasługa organizatorów, programu, spotkanych ludzi i rozmów, z powodu magii miejsca? Pewnie wszystkiego po trochu. Dla mnie bomba! Nie umiem niczego wyróżnić, ani pominąć. Ciągle wspominam warsztaty z Kassem i Dakowiczem, wzruszające spotkanie z czytelnikami, długie nocne rozmowy z poznanymi ludźmi. Ludzie, co za ludzie tam byli! Zawroty głowy od wszystkiego. Dlaczego unikałem takich miejsc i wydarzeń?!


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      niedziela, 13 września 2015 12:19
  • poniedziałek, 07 września 2015
    • Z listu do M.

      Są poeci uwierający, niedający spokoju. Takim jest Marcin Konrad Lewiński. Jest.

      Drogi M.,

      Niepokoisz mnie i męczysz. Może zgrabniej byłoby napisać: uwierasz.

      Na początku znielubiłem Ciebie. Nie wiem dlaczego. Pewnie coś było w Tobie, co mnie drażniło, a może bardziej we mnie, bo po jakimś czasie naszedł na mnie jakiś niepokój (w związku z Tobą) i - co gorsze - poczucie zagrożenia i... mniejszości.

      Męczysz mnie, bo znowu wracam do Twoich wierszy, co w innych przypadkach nie zdarza się zbyt często. "Wracam do Twoich wierszy" - to spora laurka, ale nie wdrapuj się, proszę, na szafę, to znaczy na cokół.

      Tak - przyznaję - w pierwszej chwili Twój "wstrząs anafilaktyczny" uznałem zaledwie za wiersz "konkursowy", bo taki duszoszczypatielny, pod publiczkę. Uwziąłem się też na końcówkę: "...pożegnaj ode mnie producentów wszystkich cholernie dobrych czekoladek na całym świecie i mamę". Przyczepiłem się przede wszystkim do tych producentów", bo przez swą nieuwagę i swoje uprzedzenia uznałem, że Ty też czepiasz się ( na pewno, mądrzej, zgrabniej, subtelniej) wszystkich niedobrych producentów, ohydnych korporacji, globalizacji, komercji, a świat i lud czysty cierpi. Przyznaj, drogi M., że za dużo tego w tzw. młodej, niby gniewnej "poezji". Rzygać się chce z tego cwaniactwa autorów i naiwności wszelkiej maści jurorów, redaktorów, wydawców.

      Po kolejnym czytaniu włażę pod stół i odszczekuję, także dlatego, że nie potrafiłbym poprawić tej końcówki. Ale i tak wolę Twój "debiut (z Josifa Brodskiego Debiut)", bo bardziej uniwersalny, ogólny i cholera wie co jeszcze. Mniej grany na uczuciach, chociaż to głupi zarzut.

      Powtórzyłeś ze dwa razy, że żałujesz napisania pierwszego wiersza, że żałujesz wciągnięcia siebie do poezji. Bałem się zapytać: dlaczego, choć i tak nie było czasu i miejsca na dłuższą rozmowę. Bąknąłem tylko, że poezja i tak by Ciebie dopadła - może za rok, za pięć, za dziesięć. I dodałeś kolejną cegiełkę do mego niepokoju.

      I na koniec pytania wcale nie do Ciebie: Czy M. będzie większy? Czy nie zadręczy, nie zamęczy samego siebie?

      P.S. To będzie też trochę, troszeczkę Twoja wina, jeżeli większość swoich nowych wierszy wyrzucę do kosza, a książki (swój ostatni tomik) będę palił, jak Paryż. To jednak, drogi M., trochę boli.

      Uwaga, uwaga - jest taki Poeta, który nazywa się Marcin Konrad Lewiński.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Z listu do M.”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 07 września 2015 19:28

Kanał informacyjny