wiersze nienapisane

aktor

  • poniedziałek, 17 grudnia 2012
    • Grzegorz Damięcki

      "Sceny niemalże małżeńskie" Stefanii Grodzieńskiej w Teatrze ATENEUM (scena Na Dole):

      Miła, dowcipna, bezpretensjonalna rzecz w sam raz na poprawienie nastroju w smutne i szare jesienno-zimowe wieczory.

      Trochę się bałem, że to będzie tylko składanka mniej lub bardziej udanych skeczy na "Scenie Na Dole", a tu takie miłe zaskoczenie.

      Grażyna Barszczewska jak zwykle pełna wdzięku, no i (brawo!) to jej scenariusz.

      Natomiast Grzegorz Damięcki - rewelacja. Dla mnie bomba. Ale nie tylko dla mnie, bo słyszałem jak różne panie wokół - w szatni, poczekalni, na ulicy -  piały z zachwytu. Dlaczego tak mało Pana Grzegorza?! Dlaczego jego talent i charyzma nie są wykorzystywane przez innych reżyserów (teatralnych, filmowych, telewizyjnych)?!

      Byłem i jestem zachwycony, stąd taki tytuł wpisu zamiast tytułu sztuki.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 17 grudnia 2012 11:47
  • poniedziałek, 16 kwietnia 2012
    • Marek Kondrat i Jan Englert

      Z Markiem Kondratem wiąże się też historia dystrybucji tomiku "Bardzo mi przykro, proszę pani". Wydany przeze mnie w oficynie Black Unicorn w 350-400 egzemplarzach rozszedł się w bardzo różny sposób: ok. 200 egz. rozprowadziliśmy z koleżankami i kolegami z MSG pośród pracowników G.K. PGNiG SA, a uzyskane środki przekazaliśmy na potrzeby jednego z domów dziecka w Warszawie i dla osób poszkodowanych przez los. Ok. 100 egzemplarzy rozdałem przyjaciołom i znajomym, a kilkanaście (i tu dochodzimy do rzeczy) dałem Osobom, których "lubię i/lub szanuję". Jedną z Nich był właśnie Marek Kondrat. Z otrzymanego mejla wywnioskowałem, że spodobał Mu się (chyba) wiersz "Róża w obłokach". Marek Kondrat odszedł z zawodu mam nadzieję na chwilę, bo przeczytałem w wywiadzie z Seanem Pennem w "G.W", że "aktorstwa nie można rzucić, nosi się je w sobie". Jeśli tak jest, to myślę, że M. Kondrat jednak czeka na tę jedną jedyną wielką rolę. A może na dwie lub trzy? Kim są Osoby, które "lubię i/lub szanuję"? - Tu to akurat nie jest ważne. Wymienię jeszcze tylko jedną: JAN ENGLERT. Przede wszystkim za Łopachina w "Wiśniowym sadzie". Wstrząsnął mną. Minęło już grubo ponad 30 lat od tamtego spektaklu we Współczesnym, a ja ciągle pamiętam tego Englerta-Łopachina. Mniej zapamiętałem Halinę Mikołajską, a przecież powinienem. Zaraził mnie ten Łopachin jakimś wirusem - tak, że przez lata łaziłem na każdą chyba rzecz właśnie do Współczesnego, do Dramatycznego (za Holoubka), Powszechnego (Hubner), Narodowego (Hanuszkiewicz) i do Ateneum. To był amok spowodowany Eglertem-Łopachinem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 kwietnia 2012 16:30

Kanał informacyjny