wiersze nienapisane

Rosja

  • poniedziałek, 16 kwietnia 2012
    • LEW OBORIN - onieśmielenie

      Są wiersze pisane pisane i... nienapisane. Najstarszy szkic uwiera już od ponad 10 lat. Poniżej będą dwa - jeden sprzed 2, a drugi sprzed roku, półtora.

      LEW OBORIN miał być o onieśmieleniu wobec młodego dwudziestoparoletniego poety, którego wiersz tak mnie (i nie tylko mnie) poruszył, wzruszył i zachwycił. Miał to być wiersz o takim talencie i wrażliwości chłopaka z Moskwy, który właśnie wręcz onieśmiela. Lew Oborin - zapamiętajcie to nazwisko, bo - tak uważam - będzie o nim głośno nie tylko w Moskwie i Warszawie.

      Niestety, znam tylko jeden jego wiersz, ale Rosyjski Ośrodek Nauki i Kultury z Belwederskiej, a dokładniej pewna miła pani z RONiK-u, wyszperała dla mnie kilka innych. Wojtek P. miał je przetłumaczyć, ale "robi to" od półtora roku.

      A wracając do szkicu wiersza "Lew Oborin", to jest to ciągle dla mnie zbiór oderwanych kawałków materiału, strzępów i urywków.

      I ciągle brakuje choćby odpowiednich nici żeby to jakoś zszyć przynajmniej w patchwork.

       

       

      LEW OBORIN

       

      (szkic do wiersza)

       

       

       

             Białe wszystko było:

       

             blade ściany, białe blaty,

       

             albo przezroczyste, jak wzrok

       

             białego personelu

       

             w szpitalu na Lindleya.

       

             Wszystko było czarne:

       

             rozpięte pod niebem

       

             za oknem wysoko

       

             przewody elektryczne

       

             układały się bez przerwy

       

             w ciemny ptasi wzór.

       

       

       

                Nie, nie mogę, proszę pani,

       

                zaadoptować tego młodego

       

                moskiewskiego chłopaka

       

                nawet gdybym

       

                jakimś cudem mógł.

       

                - Bo trzeba być,

       

                proszę pani,

       

                naprawdę być,

       

                by z Nim być

       

                naprawdę.

       

       

       

            I omiotła piękna siostra

       

            kasztanowym wierszem

       

            gazetę przyszpiloną,

       

            jak motyl, do lóżka

       

            razem ze mną –

       

            a rozpięte na niebie

       

            druty elektryczne

       

            ułożyły się nagle

       

            chyba w pięciolinie,

       

            a może w skakanki,

       

            co grają  na nich,

       

            jak pliszki,

       

            błyski słońca.

       

       

       

              Nie, nie można, proszę pani,

       

              zbyt łatwo, ot tak sobie

       

              zakochać się w Poecie,

       

              co jednym wielkim wierszem,

       

              jak Ob z Irtyszem,

       

              połączył i Warszawę

       

              i Moskwę i sens.

       

              Co sprawił, że po drutach,

       

              skaczą sobie,  jak pliszki,

       

              błyski słońca.

       

       

       

           A na skwerze zielonym,

       

           a na skwerze Lindleya

       

           pod kapliczką niebieską

       

           zakwitną pewnie lepkie

       

           niedługo kasztany.

       

       

       

       

       

             Warszawa, kwiecień 2010 r.

       

       

       

          

       

           

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „LEW OBORIN - onieśmielenie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 kwietnia 2012 14:13

Kanał informacyjny