wiersze nienapisane

Wpisy

  • piątek, 25 maja 2012
    • GDY UWIERASZ, JAK KAMYK W BUCIE

      Są takie chwile, a może nie tylko chwile, że uwierasz sobą innych, jak kamyk w bucie. Być może są też i takie, że uwierasz siebie. Jeżeli bywa tak, to ten wiersz jest też dla Ciebie.

      Daj głos.

       

       

       

      KAMYK W BUCIE

       

            Uwiera na Lipowej,

            Nowym Świecie

            i Starym Arbacie

            ostry kamyk

            w nie markowym bucie,

            jak Andrzej Branicki,

            co nawet gadać z nim

            o niczym gadać

            w żaden sposób

            nie sposób.

                Łaził, jak po swoich

                zdawałoby się,

                przydrożach.

                Szwendał się

                raz w tę, a raz w inną

                podejrzaną stronę,

                siejąc niejaki niepokój

                wśród obywateli.

                Jego cień –

                jego cierń –

                może ubiór, spojrzenie

                lub stawianie kroków

                mogły świadczyć

                o wszystkim z wyjątkiem,

                że do nich przynależy.

                Snuł się więc

                jakiś taki

                inaczej opakowany,

                coś tam sobie

                w myślach obmyśliwał,

                albo zgoła nic –

                coś knuł.

                Nie był w mowie słodki

                i zajmujący wielce,

                bardziej drażnił,

                jak stukot

                zużytej opowieści

                na starej maszynie

                do pisania,

                gdy wiatr mu wiał

                ciągle nie z tej strony.

                Łaził, wciąż uwierając,

                jak kamyk

                w starym bucie

                na Stroget

                i Krakowskim Przedmieściu,

                w lekkiej mgiełce

                na początku

                pobłażliwości,

                przechodzącej coraz

                bardziej w irytację.

                Spoglądali zaniepokojeni

                po sobie,

                później obok i ponad,

                unikając –

                co przecież zrozumiałe –

                kontaktu wzrokowego.

                I szukali,

                czekali z nadzieją

                na przydatnych

                w takiej sytuacji

                czujnych wykidajłów

                i selekcjonerów,

                wiedzących co, kto,

                wypada, czy się nada…

       

            Bo osobnik

            wyraźnie przesadził

            strasząc odstawaniem

            całym sobą

            od stada.

       

       

       

            Warszawa, 2010 r.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      piątek, 25 maja 2012 12:24
  • czwartek, 17 maja 2012
    • Don Kichote, megażele

      Co miał autor na myśli? Nie wiadomo. Napomknął o miejscu? Czy o kimś pomyślał? Wara od wiary, nadziei?

       

       

      WSZYSTKO JEST PRZECIEŻ

       MOŻLIWE

       

       

            Można stać się,

            można cały czas

            być właściwie

            kloszardem albo złym

            pustelnikiem na podeście

            jakiegoś jeziora.

            Przecież wszystko jest

            na tym świecie

            nadzwyczaj możliwe.

            Są na przykład

            z całą pewnością

            w Blue City

            orzeszki, mega żele

            i żelki giganty.

       

            Rzuca się, rzuca

            znowu oszczepem,

            jak kiedyś,

            chudy cień,

            Staszek Kołacki,

            na wewnętrzną fontannę.

            A że broda się mu

            popiołem zestarzała,

            jak Marks do spółki

            z Engelsem?

            Niech mu tam.

            Wszystko jest

            na tym świecie

            możliwe.

       

            Tylko nie mów mi

            nigdy więcej,

            drogi Przyjacielu,

            co siedzisz od dawna

            widocznym okrakiem

            na stacyjce gdzie

            Chandra Unyńska,

            między białym gajowym

            i czarny latarnikiem,

            że rzeczy jest

            niewiele możliwych

            dalej (co będzie dalej?)

            niż do sześćdziesiątki.

            I nie mów mi,

            że przyszłość –

            nawet ta najdalsza –

            kiedyś, czyli

            już od jutra,

            obejdzie się bez nas

            ze smakiem.

            Nie mów mi.

           

            Nie mów nam,

            nigdy nie mów,

            nawet wtedy,

            gdy wierzysz,

            albo przeczysz temu,

            że „byt /być może/

            określa marzenia”.

            Nawet nie wspominaj,

            drogi Przyjacielu,

            choćby tylko dlatego,

            że dla nas wiara –

            nie rytuał –

            wiara każda

            wysiłku wymaga.

       

       

       

            Warszawa. 2010 r.

       

       

       

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 maja 2012 12:00
  • czwartek, 10 maja 2012
    • By oswoić świat

      Tu już 13 wiersz tutaj. Czy może być?

       

      BY OSWOIĆ ŚWIAT

       

       

             Mieć tylko dla siebie

             na własność

             i wyłączność,

             na wieczność

             i na pokuszenie.

       

             Mieć zawsze dla siebie

             i tylko dla siebie

             choćby rajską wyspę

             na morzach południowych…

             Jakiś sklepik za rogiem

             z powidłem i mydłem

             taki sam i ten sam

             od lat.

             Mieć podbite,

             uległe Warszawy,

             Nowe Jorki

             u stóp…

             Odkładaną od zawsze

             co rano gazetę

             u tej pani

             co wszystko

             i o wszystkich wie.

             Stąpać po dywanach

             niezwykle czerwonych

             i miękkich jak puch…

             Mieć może ze dwóch,

             albo trzech przyjaciół,

             sąsiadów dziwaków,

             trochę dziwactw własnych.

             Swoją mieć lagunę,

             helikopter w cieniu,

             jacht srebrny u palm…

             Kawiarnię tuż obok

             i stolik pod oknem

             z widokiem na świat.

             Obok gajów oliwnych

             mieć Napy, Prowansje,

             winnice po kres…

             Piekarnię niedaleko

             z burym wielkim kotem

             i drewnianą kociubą

             opartą o piec.

             Mieć studio prywatne,

             stadninę arabów,

             fleszy blaskiem

             grzać się…

             Starą ławkę w parku,

             plotki, pogaduchy,

             okruchy dla gołębi,

             ukłony dla dam.

             Dać się ponieść

             szampanom, safari

             i upić Cancunom,

             zmienić Bali na Sopot,

             a Ascot na frak…

             Przy codziennym espresso

             uwieść dać się

             wspomnieniom,

             światom przyzwyczajeń,

             sernikiem z konfiturą,

             a czasami bez.

       

             Mieć tylko dla siebie,

             wyłącznie dla siebie

             własną wyspę

             i swoją lagunę,

             by docenić,

             by oswoić świat.

       

       

       

       

             Warszawa, 2008 r.

            

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      czwartek, 10 maja 2012 12:23
  • środa, 09 maja 2012
    • Najgorsze spektakle teatralne

      Ktoś powiedział, że jak w przypadku współczesnego malarstwa, tak i w odniesieniu do współczesnych inscenizacji teatralnych powinny być jakieś kursy pozwalające zrozumieć sztukę. Być może tak powinno być, szczególnie w moim przypadku, gdzie często Hania i Ela muszą mi tłumaczyć o co w tym wszystkim chodzi. Najczęściej się z nimi zgadzam, ale...

      Pretekstem do tego wpisu były moje częste w ostatnim okresie bytności w teatrze, to znaczy częściej niż 1 wizyta na 1 - 1,5 miesiąca. I właśnie pozwalam sobie na bardzo, bardzo subiektywną czarną listę spektakli teatralnych ostatnich lat.

      CZARNA LISTA BESTSELERÓW

      1. Stracone zachody miłości - Teatr Współczesny (dla mnie nuda i poniżej poziomu)

      2. Marat-Sade - Teatr Narodowy (cwany i pretensjonalny)

      3. Opis obyczajów - Imka

      4. Sztuka z Krafftówną i M. Kociniakiem - Teatr na Woli (rzecz tak dobra, że nawet tytułu nie pamiętam)

      5. Zanim przejdą deszcze - Teatr Wielki (przyznaję, że nie zrozumiałem, bo innym się podobało)

      6. Sierpień - Teatr Studio - może wina samej sztuki, bo same nieszczęścia. No, ale rola E. Błaszczyk rewelacyjna

       

      RZECZY DOBRE

      Nasza klasa - Teatr na Woli

      Wątpliwość - Polonia

      Porucznik z Inishmore - Współczesny

      Biała bluzka - Och Teatr

      Tristan - Teatr Wielki

      To idzie młodość - Współczesny

      Akompaniator - Syrena

      Napis - Powszechny

      Testosteron - Imka

      32 omdlenia - Polonia (szczególnie za grę aktorską)

      Skarpety opus 24 - Współczesny (jak wyżej)

      Zabawki Pana Boga - Roma

      Kantata na 4 skrzydła - Polonia

      Klub hipochondryków - T. Syrena

      Dziwna para - Capitol

      Dowód - Polonia

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      środa, 09 maja 2012 15:16
  • sobota, 28 kwietnia 2012
    • Ostrówek Węgrowski

      Kilka osób zauważyło, że sporo wierszy powstało w Ostrówku, a Pani Ala M. zapytała też: "Co to za Ostrówek?".

      Miejscowi, którzy przeczytaliby kilka wierszy, od razu wiedzieliby, że to chodzi o nasz Ostrówek. Bo: "Nad Liwcem szarym od smutku/ Pełznie chyłkiem zwątpienie:/ Przed nami To jeszcze?/ - Za nami./ ...Cienie zamyśleń, półśnienie...". Ale to jeszcze nie to, bo nasz Ostrówek leży tak ok. 6-7 kilometrów od Liwca.

      Ale, gdy natrafimy na taki fragment: "...bez słów,/ bez znaczeń nad Łojewskim Rowem i dalej: "...Nad Bagnem Kielaka/ zasnutym gdzieniegdzie/ niebieskawym wstydem..." - to już wiadomo, że chodzi o Ostrówek Węgrowski. Bo jest tu strumyk Łojewski Rów i Bagno Kielaka.Jest też stary (koniec XIX w.) długi mur fabryczny (może nawet najdłuższy w tej części kraju), jest i drugie jeziorko Bagno Łopiańskie:

      "Wzdłuż starego,/brunatnego muru/ i dalej -/od stalowej szosy/do Bagna Kielaka.../i dalej/ po Bagno Łopiańskie/ palą się dla niego/żółte znicze mleczów". I jeszcze: "Lodem skute są / Łojew, Majdan, Łosiewice/ i Wieliczna/ pasem aż po dach... A Ostrówek byłym/ - mam nadzieję - plejstocenem...".

      Tak, miejscowi wiedzą o co chodzi, także o tym, że dwa ww. jeziorka to pozostałość po ostatniej wizycie lodowca ze Skandynawii.

      I wierszyk z Ostrówka właśnie:

       

      SPAM

       

             Żeby chociaż raz,

             raz a dobrze,

             celnie trafili

             w splot słoneczny

             i przytroczyli, jak głuszca,

             do kulbaki.

       

             I choć wyznajesz

             poglądy, które się

             wyznaje, jak nie nosi się

             skarpetek do sandałów,

             to skasowali cię

             niebiescy(?),

             przezroczyści(?),

             jak głupca, za jazdę

             po twoich bezdrożach.

       

             Przecież święcisz

             ikony, dzień po dniu,

             i autorytety, to cięli cię,

             ścięli równo z trawą,

             bez ślinienia nawet

             opuszków smukłych

             serdeczności.

             Zamknęli wrota,

             okna dialogowe.

       

             Dziś tylko pies gdzieś

             z tobą tańcował

             i nawet nierasowe maile

             z zażenowaniem

             odwracają wzrok.

             Więc spal, co twoje

             do spodu, do imentu

             i do wstydu spal.

             Spam, co twoje.

       

       

       

             Ostrówek, 2011 r.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      sobota, 28 kwietnia 2012 14:30
  • poniedziałek, 23 kwietnia 2012
    • Paryż

      Paryż z Hanią, Natalią Ł., Anią W. i Krzysztofem S. A wszystko dzięki Dziewczynom. Imieniny w P. wszystkich ww. osób: moje z Krzysztofem 25 lipca, Hani i Ani 26 ego i Natalii 27 ego.Tak się miło złożyło.

      No i wolna chata u Mai na Montparnassie. A więc zaczęło się pod dachami u Mai, pod chmurami..., że drepcę, chłepcę - depczę Paryż,

       

      DEPCZĘ PARYŻ

       

               Depczę Paryż znów

             „krokiem zamaszystym,

             jak świat”.

             Drepczę Paryż,

             z dłuższą przerwą,

             chyba czwarty raz.

       

                 Siedzi Paryż osobny

                 nad pineau  przy barze,

                 pije w tłumie espresso

                 sam na trotuarze.

       

             Trzymam pięści

             w kieszeniach,

             bo deszcz pada

             i jakoś nie tak,

             bo Paryża w Paryżu

             coraz bardziej brak.

       

             Samotni, nieobecni –

             dalecy od siebie –

             jeden deszcz,

             tylko deszcz

             wspólnym dobrym znajomym.

             Depczę Paryz.

       

       

             Paryż, 2011 r.

            

       

            

        

       

      


            

       

         

            

       

            

        

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 kwietnia 2012 19:18
    • Dzwirzyno

      Oprócz ośrodka górnictwa nafty i gazu w Czarnej "moje" jest też Dzwirzyno, no i, oczywiście, rozdzielnia gazu  Sopocie. Pomijając Ostrówek, o którym będzie kiedy indziej, tam właśnie najwięcej zaczęło się moich wierszy. Ki diabeł? Jakaś magia miejsca?...

      Naprawdę jest tam słona pustynia, azteckie piramidy i inne niezwykłości.

       

      UWIECZNIAM WIECZNOŚĆ (szkic wiersza)

       

              Na spoconych wydmach –

             słonej pustyni –

             w Dźwirzynie

             niebieskie tańczą anioły

             pod okularami

             w czerwonych obręczach.

             Tańczą anioły –

             ja śnię –

             że uwieczniam

             dla Was,

             nieznani Przyjaciele,

             że uwieczniam wieczność

             na chwilę.

       

             Na wietrznej plaży

             w Dźwirzynie

             trzy piramidy azteckie

             przy porcie

             opasane pasami

             na niebiesko –

             ja śnię –

             że zmieniam,

             tylko dla Was,

             dalecy Przyjaciele,

             niezwykłość

             w codzienność.

             I śnię, i we śnie

             składam w tej

             właśnie ofierze

             maszty pod mostem

             i wpływam odurzony

             na Resko.

       

       

             Dźwirzyno, 2011 r.

            

       

            

            

      


            

       

            

            

      


            

       

            

            

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 kwietnia 2012 18:56
    • "WIEM"

      Nie wiem dlaczego wierszyk "WIEM" mi się rozsypał, więc go powtarzam. Pomimo tego rozsypania Asi się chyba podobał.

       

      WIEM

       

              Jeśli szukasz jeszcze,

              jeśli wierzyć chcesz… (dla A. E.)

             

              W co mam wierzyć,

              dokąd iść –

              jeszcze nie wiem.

              Jeszcze nie wiem,

              czego szukam,

              czego szukać mam.

              Co mam wiedzieć,

              czego nie wiem –

              ciągle nie wiem.

              Tylko wiem, że chcę.

       

       

       

               Warszawa, 2009 r.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 kwietnia 2012 18:22
  • sobota, 21 kwietnia 2012
    • Dzień Cipki i Telewizja Trwam

      Z jednej strony Bojówki Feministyczne, organizujące Dni Cipki, z drugiej O.Rydzyk  z manifestacją Radia Maryja, a jeszcze manifestacja kibiców Lecha Poznań w stolicy, no i na dodatek Marsz Gwiazdzisty z trzech kościołów zakończony "Wieczorem z Jezusem" pod kościołem Św. Anny. I to wszystko w jednym dniu. Ale się porobiło!

      A, wracając do tego Dnia pań feministek, to może jakieś inne określenia znajdziemy? Na przykład wśród leśnych i łąkowych kwiatków? Może firletka, albo cieciorka, kukawka, lebiodka...

      No, to całkiem inny od wszystkich moich wierszyków:

       

      FIRLETKI, LEBIODKI, CIECIORKI,

      KURDYBANKI…

       

               Odkąd wygnali,

               za radą Platona, 

               wszystkich poetów

               z tego miasta,

               zostaliśmy sami –

               bracia Jafeta i Sema –

               na murach, antenach,

               łamach, trotuarach.

               Opuszczeni i nawet

               bez zapachów imion

               naszych kwiatków

               polnych, przydrożnych

               i leśnych.

               A jest ich tak różnych

               tak wiele –

               czerwonych, różowych,

               purpurowych –

               wilgotnych des-durek.

       

            Firletka ma płatki różowe

            głęboko rozcięte

            z niewielkim przykoronkiem,

            a nektar, proszę państwa,

            uwaga: na dnie

            jej rurki kwiatowej.

       

            Łódeczkę ma osłonioną

            dwoma skrzydełkami

            cieciorka, a mały

            wzniesiony żagielek

            jest lekko trujący,

            więc raczej dla dorosłych.

       

            Lebiodka pachnie

            piękniej niźli oregano

            i cała Prowansja.

            Ma płatki purpurowe

            w szczytowych podbaldachach

            i szerszy przykwiatek.

       

            Górny płatek cząberka

            (tak, tak dzięcieliny)

            przybrany ostróżką.

            Kielich dzwoneczkowy

            na nibyokółkach,

            a warżki ząbkowe ona ma.

       

            Kokoryczka na szczycie

            czerwono purpurowa.

            Ma podwójną koronę

            z zagiętą ostrogą,

            a kulista niełupka

            ma dar oczyszczania.

       

            Z kolei kurdybanek

            krótkoszypułkowy,

            o barwach od czerwonej

            aż do fioletowej,

            klapki ma ozdobione

            powabnym prątniczkiem.

       

            Od różu do fioletu

            bywają kukawki,

            purpurą nakrapiane.

            Sam pręcik – różowy,

            a płatki środkowe węższe 

            są od klapek bocznych.

          

            Są też zapomniane

            czerwone buławniki,

            co ich płatki

            w formie dzwonka

            do siebie się tulą,

            a tobie kłaniają.

       

            Nie zaśniesz

            przy poziewniku,

            z pewnością przyjacielu, 

            zachwycisz się

            gółką wonną,

            naparstką purpurową.

       

            Popłyniesz wpław

            z kartuzkiem,

            z wilżyną innym razem,

            a sen i śnienie

            z kraską –

            makową wszak panienką…

       

               Więc, chociaż posłuchali

               się rady Platona

               i wypędzili poetów

               ze wszystkich płotów

               tego miasta,

               obszczanych podwórek

               i wszystkich głośników,

               gazet i telewizorów,

               nie wyganiajmy

               chociaż nazw i woni

               zwykłych kwiatków polnych

               lub choćby melodii

               słów zapomnianych

               Delfiny i Fryderyka –

               niezwykłych des-durek.

       

       

       

               Ostrówek, 2007 r.

           

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Dzień Cipki i Telewizja Trwam ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      sobota, 21 kwietnia 2012 15:42
  • środa, 18 kwietnia 2012
    • Perpendykuł

      Prawda, że piękne słowo? Tak mi się spodobało, że "chodziłem wokół niego",dobierałem znaczenia, skojarzenia i powstał wiersz

      PERPENDYKUŁ

      Już czas.

      Popatrz.

      Nie ma wątpliwości

      – to już czas podwieczorny.

      Między chmury szare

      rozpostarty łuk

      traci powoli

      wszystkie swe kolory

      i jest już

      prawie niebieski.

      Po skoszonej trawie

      gonią się

      żółte dzioby kosów.

      W starym od zawsze

      i od zawsze ważnym

      zegarze balansowym

      perpendykuł

      nie waha się też

      już ani chwili.

      Więc jeżeli,

      jeśli właśnie teraz,

      w tej nadeszłej,

      jak zawsze znienacka,

      chwili nic nie musisz

      lub nie całkiem

      albo nie do końca

      jeszcze jesteś

      na ten czas gotowy,

      pozwól sobie

      – skaż siebie –

      na chwilę ciszy,

      na przerwanie choćby,

      na przerwanie

      z samym sobą rozmowy.

      Już czas.

       

      Warszawa, 2008 r.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      środa, 18 kwietnia 2012 14:30

Kanał informacyjny