wiersze nienapisane

Wpisy

  • wtorek, 17 kwietnia 2012
    • o ohydnych pyskach wiersz ii dlaczego blog

      Kilka osób zapytało dzisiaj: "Ty i blog?". Odpowiadam: 1. Niektórzy z Was mówili też wcześniej: "Pokaż jakiś swój nowy wiersz". - Tu możecie przeczytać już co najmniej 5, a będzie więcej; 2. Zmieniła się sytuacja, bo rzadziej bywają lub ustały spotkania w "Poezji", "Dyspensie", Starym Młynku" i w innych miejscach, gdzie gadaliśmy długo o wszystkim, w tym także o teatrze, poezji itp. (Kachet, Grzegorz R. Czarek B., Staszek K. i inni); 3 Nie ma wyjazdów do "mojej" Czarnej k. Ustrzyk, gdzie - pamiętam - wiatr porwał nam kartki spod starego kiwona i poniósł ponad Magurą, ponad Stryjem do Drohobycza. Nie ma wyjazdów do Skalnego w Zakopanem, Krakowa, Poznania,Gdańska, gdzie spotykałem wielu znajomych i kolegów nie tylko z PGNiG. A teraz trochę inny wierszyk:

      KŁANIAM SIĘ

      A gdy już będziesz

      się do odejścia

      od innych sposobił,

      przygotuj im słów parę

      na odchodne właśnie:

      „Nieprzyjaciołom

      – ohydnym pyskom –

      jedno życzenie:

      dupa w mrowisko.

      A wszystkim innym

      kłaniam się nisko”.

      Słaniam się nisko,

      kłaniam się pyskom.

      Kłam.

       

      Warszawa, 2006 r. -

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 kwietnia 2012 18:12
  • poniedziałek, 16 kwietnia 2012
    • WIEM

      Krótki wierszyk dla A. i E. Adresatki łatwo się domyślą. WIEM Jeśli szukasz jeszcze, jeśli wierzyć chcesz… (dla A. E.) W co mam wierzyć, dokąd iść – jeszcze nie wiem. Jeszcze nie wiem, czego szukam, czego szukać mam. Co mam wiedzieć, czego nie wiem – ciągle nie wiem. Tylko wiem, że chcę. Warszawa, 2009 r.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „WIEM”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 kwietnia 2012 18:28
    • Marek Kondrat i Jan Englert

      Z Markiem Kondratem wiąże się też historia dystrybucji tomiku "Bardzo mi przykro, proszę pani". Wydany przeze mnie w oficynie Black Unicorn w 350-400 egzemplarzach rozszedł się w bardzo różny sposób: ok. 200 egz. rozprowadziliśmy z koleżankami i kolegami z MSG pośród pracowników G.K. PGNiG SA, a uzyskane środki przekazaliśmy na potrzeby jednego z domów dziecka w Warszawie i dla osób poszkodowanych przez los. Ok. 100 egzemplarzy rozdałem przyjaciołom i znajomym, a kilkanaście (i tu dochodzimy do rzeczy) dałem Osobom, których "lubię i/lub szanuję". Jedną z Nich był właśnie Marek Kondrat. Z otrzymanego mejla wywnioskowałem, że spodobał Mu się (chyba) wiersz "Róża w obłokach". Marek Kondrat odszedł z zawodu mam nadzieję na chwilę, bo przeczytałem w wywiadzie z Seanem Pennem w "G.W", że "aktorstwa nie można rzucić, nosi się je w sobie". Jeśli tak jest, to myślę, że M. Kondrat jednak czeka na tę jedną jedyną wielką rolę. A może na dwie lub trzy? Kim są Osoby, które "lubię i/lub szanuję"? - Tu to akurat nie jest ważne. Wymienię jeszcze tylko jedną: JAN ENGLERT. Przede wszystkim za Łopachina w "Wiśniowym sadzie". Wstrząsnął mną. Minęło już grubo ponad 30 lat od tamtego spektaklu we Współczesnym, a ja ciągle pamiętam tego Englerta-Łopachina. Mniej zapamiętałem Halinę Mikołajską, a przecież powinienem. Zaraził mnie ten Łopachin jakimś wirusem - tak, że przez lata łaziłem na każdą chyba rzecz właśnie do Współczesnego, do Dramatycznego (za Holoubka), Powszechnego (Hubner), Narodowego (Hanuszkiewicz) i do Ateneum. To był amok spowodowany Eglertem-Łopachinem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 kwietnia 2012 16:30
    • Marek Kondrat

      Drugi przykład wiersza pisanego pisanego i.. nienapisanego, to ODJEŻDŻAŁ. Tu iskierkę i pomysł zawdzięczam Markowi Kondratowi.

      Chyba tak przed rokiem przeczytałem w "G.W." wywiad z Kondratem

      o książkach, a właściwie o czytaniu. I Marek Kondrat powiedział tam m.in. że dla niego "dzień jest często tylko przerwą między stronicami". Złapałem i uczepiłem się tego zdania, jak rzep psiego ogona, no i zapytałem Autora, czy mogę "pożyczyć" tych parę fajnych słów. Zgodził się, chyba trochę zaskoczony, i tak ja piszę od roku wiersz "Odjeżdżał" (niekoniecznie i nie tylko o czytaniu).

      ODJEŻDŻAŁ

       

       

              Czasami i

               tylko czasami

               zakładką jest

               strzęp chaosu

               codziennej gazety,

               a „dzień jest często

               zaledwie przerwą

               między stronicami”.

                  Odjeżdżał.

       

               Opierał się powabom

               tego świata (i)

               jednym ramieniem

               o dwa przykute

               do linijek

               szkła okularów,

               a drugim o swoje

               stare nowe strony

               i wystygłą herbatę.

               Jeździł po całym

               swoim świecie

               i wracał tu –

               nie rozpakowując

               w ogóle walizek –

               by prześnić,

               by przegapić dzień

               i znowu wyjeżdżał.

       

       

               Odjeżdżał,

               gdzie tylko czasami

               zakładką jest strzęp

               chaosu codziennej gazety,

               a dzień zaledwie

               pauzą między stronicami.

       

       

       

               Warszawa, 2011 r.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 kwietnia 2012 14:36
    • LEW OBORIN - onieśmielenie

      Są wiersze pisane pisane i... nienapisane. Najstarszy szkic uwiera już od ponad 10 lat. Poniżej będą dwa - jeden sprzed 2, a drugi sprzed roku, półtora.

      LEW OBORIN miał być o onieśmieleniu wobec młodego dwudziestoparoletniego poety, którego wiersz tak mnie (i nie tylko mnie) poruszył, wzruszył i zachwycił. Miał to być wiersz o takim talencie i wrażliwości chłopaka z Moskwy, który właśnie wręcz onieśmiela. Lew Oborin - zapamiętajcie to nazwisko, bo - tak uważam - będzie o nim głośno nie tylko w Moskwie i Warszawie.

      Niestety, znam tylko jeden jego wiersz, ale Rosyjski Ośrodek Nauki i Kultury z Belwederskiej, a dokładniej pewna miła pani z RONiK-u, wyszperała dla mnie kilka innych. Wojtek P. miał je przetłumaczyć, ale "robi to" od półtora roku.

      A wracając do szkicu wiersza "Lew Oborin", to jest to ciągle dla mnie zbiór oderwanych kawałków materiału, strzępów i urywków.

      I ciągle brakuje choćby odpowiednich nici żeby to jakoś zszyć przynajmniej w patchwork.

       

       

      LEW OBORIN

       

      (szkic do wiersza)

       

       

       

             Białe wszystko było:

       

             blade ściany, białe blaty,

       

             albo przezroczyste, jak wzrok

       

             białego personelu

       

             w szpitalu na Lindleya.

       

             Wszystko było czarne:

       

             rozpięte pod niebem

       

             za oknem wysoko

       

             przewody elektryczne

       

             układały się bez przerwy

       

             w ciemny ptasi wzór.

       

       

       

                Nie, nie mogę, proszę pani,

       

                zaadoptować tego młodego

       

                moskiewskiego chłopaka

       

                nawet gdybym

       

                jakimś cudem mógł.

       

                - Bo trzeba być,

       

                proszę pani,

       

                naprawdę być,

       

                by z Nim być

       

                naprawdę.

       

       

       

            I omiotła piękna siostra

       

            kasztanowym wierszem

       

            gazetę przyszpiloną,

       

            jak motyl, do lóżka

       

            razem ze mną –

       

            a rozpięte na niebie

       

            druty elektryczne

       

            ułożyły się nagle

       

            chyba w pięciolinie,

       

            a może w skakanki,

       

            co grają  na nich,

       

            jak pliszki,

       

            błyski słońca.

       

       

       

              Nie, nie można, proszę pani,

       

              zbyt łatwo, ot tak sobie

       

              zakochać się w Poecie,

       

              co jednym wielkim wierszem,

       

              jak Ob z Irtyszem,

       

              połączył i Warszawę

       

              i Moskwę i sens.

       

              Co sprawił, że po drutach,

       

              skaczą sobie,  jak pliszki,

       

              błyski słońca.

       

       

       

           A na skwerze zielonym,

       

           a na skwerze Lindleya

       

           pod kapliczką niebieską

       

           zakwitną pewnie lepkie

       

           niedługo kasztany.

       

       

       

       

       

             Warszawa, kwiecień 2010 r.

       

       

       

          

       

           

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „LEW OBORIN - onieśmielenie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 kwietnia 2012 14:13
  • niedziela, 15 kwietnia 2012
    • VIA DOLOROSA

      A teraz próba wiersza prawie na czasie, bo spózniona tylko o 10 dni. Wysłałem go w Wielki Piątek Asi, Eli,Grażynie, a równo rok temu Kachetowi, od którego (przyznaję) "ściągnąłem" temat. Rzecz o Wielkim Piątku, ale mam nadzieję, że nie tylko, nie tylko...

      VIA DOLOROSA

       

             Jeszcze wczoraj

            wybiegałeś w szron,

            jeszcze wczoraj

            szorstka wilgoć łąk.

            Na cierniach głogów

            czarna krew.

       

            Upadłeś po raz któryś

            na drodze swej krętej  –

            wyboistej ścieżce.

            Nie zostało ci wielu

            pośród znudzonego tłumu -

            by policzyć,

            nie trzeba palców u rąk.

            I nikt chustą

            nie otrze ci twarzy.

       

            Wielkimi krokami

            Wielkanoc nadchodzi

            i wiosna niejasna:

            którą drogą pójdziemy

            tym razem,

            co nam pozostało.

            Albo będziesz

            mniej wiedział – mówili –

            albo spokój stracisz.

            - Trochę wiesz.

       

             Jakby „tylko tchnienie

             unosiło się nad wodami”

             przed tym dniem

             Stworzenia,

             przed tym dniem,

             gdy wybuchła znowu,

             jak zwykle znienacka,

             niepewna Wielkanoc

             i niejasna wiosna

             w hałas ptasich drzew,

             w chaos ciepłych mórz.

       

                 Eksplodowało

                 światło brzasku

                 w lepką miazgę dnia

                 nad Via Dolorosa,

                 gdy On szedł.

                 Gdy On szedł

                 i gdy upadł

                 po raz pierwszy

                 przy trzecim straganie

                 z figami suszonymi

                 i czarną oliwą,

                 niewielu zostało,

                 tylko Jan i

                 Maria Magdalena

                 wmieszani w tłum

                 codziennej gawiedzi.

       

                 Powietrze zgęstniało,

                 stwardniało

                 czerwonym popołudniem,

                 wchłaniając odgłos

                 coraz rzadszych kroków,

                 gdy On opuszczony

                 za chwilę w półmroku

                 w niepewności

                 i trwodze wyszeptał:

                 „Boże mój, Boże mój,

                 czemuś mnie opuścił?!”

                 Jakby miał wiarę,

                 wiarę miał bez wiedzy

                 wszystkiego –

                 w którą my stronę

                 pójdziemy,

                 co wybierzemy?....

       

             Nadchodzi kolejna

             Wielka Noc

             w kolejną dla nas,

             rozedrganą

             i niejasną wiosnę.

       

       

       

             Wielki Piątek, 2007 – 2009 r.

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „VIA DOLOROSA”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 kwietnia 2012 20:06
    • Wpis bez tytułu

      Oto te wiersze:

      POD ŚWIATŁAMI

       

             Silnik gra,

             my gotowi do skoku,

             gdy znowu stoimy

             pod światłami

             obok siebie.

             Jeszcze czerwone,

             choć żółte już

             warczy w nas

             gotowe do wybuchu.

       

                Na skrzyżowaniu

                zwykłych dróg,

                normalnych zjazdów,

                wzniesień i podjazdów,

                choć zwykle przecież

                bez serpentyn

                i skrajów przepaści,

                stoimy obok siebie

                ciągle na czerwonym

                na drodze jeszcze

                niewykorzystanych szans.

                I ruszamy,

                ruszamy przed siebie

                z piskiem opon,

                omijając zakazy

                przyzwyczajeń.

                Przekraczamy

                i znów przekraczamy

                skostniałe ograniczenia

                w niezliczoną ilość

                podobnych powtórzeń.

                Z lewego na prawy,

                ze środka na skraj

                zmieniamy pasy ruchu,

                jak jednodniowe

                małe przykazania.

       

             Guma się pali, asfalt wrze,

             a my stoimy znów,

             jak zwykle pod światłami

             następnego skrzyżowania.

             Wyzwoleni od pęt

             zastanych wyborów,

             znowu stoimy

             dokładnie obok siebie.

       

       

       

             Warszawa, 2009 r.

      

      NAWET OGNIK PAPIEROSA

       

             Jeżeli nawet nie

             zrobiłeś tego,

             czego nie zrobiłeś,

             jeżeli też

             nie zaniechałeś –

             wiadomo im –

             niczego,

             nie dziw się

             niemym telefonom,

             umykającym nagle

             w bok spojrzeniom

             i wolnym miejscom

             wokół ciebie.

             Nie dziw się.

       

             Bądź sam,

             odgrodzony,

             choć nie całkiem

             domknięty.

             Sam bądź.

             Nie pokazuj się

             w świetle innych,

             cieniu nawet,

             ani otoczeniu.

             Nie patrz

             prosto w oczy

             i wzroku nie szukaj.

             I nie wychodź,

             nie wychodź od siebie

             do innych

             nawet ciemną nocą,

             bo zdradzić cię

             może także

             ognik papierosa.

       

       

       

             Warszawa, 2011 r.

       

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 kwietnia 2012 19:46
    • Wpis bez tytułu

      Na początek dwa wiersze, które widziało już kilka osób. Asi, Eli, Grażynie K., Staszkowi K, Kachetowi się spodobały. Największy komplement, to uwaga: "to też wiersz o mnie". Mam nadzieję i jestem prawie pewien, że nie chodziło tu o to,że autor tej uwagi jest ostrym kierowcą ("Pod światłami"), bo przecież podobną uwagę miał do "Nawet ognik papierosa".

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 kwietnia 2012 12:46
    • Wiersze nienapisane

      Wiersze nienapisane, bo wszystkie - nawet te, które już zostały przeze mnie wydane w mini zbiorku "Świat jeszcze merda ogonem"

      z 2005 r. i w tomiku "Bardzo mi przykro, proszę pani" z 2009 r. - nie do końca są tak naprawdę napisane.

      Będzie więc tu przede wszystkim o poezji, ale nie tylko. Zobaczymy. Na pewno wspomnimy o teatrze i o nas, drodzy przyjaciele i znajomi, a także o Was, moi przyszli Znajomi - drodzy Nieznajomi. Będzie też trochę wspomnień o o ludziach, miejscach, tajemnicach

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 kwietnia 2012 11:03

Kanał informacyjny