wiersze nienapisane

Wpisy

  • poniedziałek, 23 kwietnia 2012
    • Dzwirzyno

      Oprócz ośrodka górnictwa nafty i gazu w Czarnej "moje" jest też Dzwirzyno, no i, oczywiście, rozdzielnia gazu  Sopocie. Pomijając Ostrówek, o którym będzie kiedy indziej, tam właśnie najwięcej zaczęło się moich wierszy. Ki diabeł? Jakaś magia miejsca?...

      Naprawdę jest tam słona pustynia, azteckie piramidy i inne niezwykłości.

       

      UWIECZNIAM WIECZNOŚĆ (szkic wiersza)

       

              Na spoconych wydmach –

             słonej pustyni –

             w Dźwirzynie

             niebieskie tańczą anioły

             pod okularami

             w czerwonych obręczach.

             Tańczą anioły –

             ja śnię –

             że uwieczniam

             dla Was,

             nieznani Przyjaciele,

             że uwieczniam wieczność

             na chwilę.

       

             Na wietrznej plaży

             w Dźwirzynie

             trzy piramidy azteckie

             przy porcie

             opasane pasami

             na niebiesko –

             ja śnię –

             że zmieniam,

             tylko dla Was,

             dalecy Przyjaciele,

             niezwykłość

             w codzienność.

             I śnię, i we śnie

             składam w tej

             właśnie ofierze

             maszty pod mostem

             i wpływam odurzony

             na Resko.

       

       

             Dźwirzyno, 2011 r.

            

       

            

            

      


            

       

            

            

      


            

       

            

            

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 kwietnia 2012 18:56
    • "WIEM"

      Nie wiem dlaczego wierszyk "WIEM" mi się rozsypał, więc go powtarzam. Pomimo tego rozsypania Asi się chyba podobał.

       

      WIEM

       

              Jeśli szukasz jeszcze,

              jeśli wierzyć chcesz… (dla A. E.)

             

              W co mam wierzyć,

              dokąd iść –

              jeszcze nie wiem.

              Jeszcze nie wiem,

              czego szukam,

              czego szukać mam.

              Co mam wiedzieć,

              czego nie wiem –

              ciągle nie wiem.

              Tylko wiem, że chcę.

       

       

       

               Warszawa, 2009 r.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 kwietnia 2012 18:22
  • sobota, 21 kwietnia 2012
    • Dzień Cipki i Telewizja Trwam

      Z jednej strony Bojówki Feministyczne, organizujące Dni Cipki, z drugiej O.Rydzyk  z manifestacją Radia Maryja, a jeszcze manifestacja kibiców Lecha Poznań w stolicy, no i na dodatek Marsz Gwiazdzisty z trzech kościołów zakończony "Wieczorem z Jezusem" pod kościołem Św. Anny. I to wszystko w jednym dniu. Ale się porobiło!

      A, wracając do tego Dnia pań feministek, to może jakieś inne określenia znajdziemy? Na przykład wśród leśnych i łąkowych kwiatków? Może firletka, albo cieciorka, kukawka, lebiodka...

      No, to całkiem inny od wszystkich moich wierszyków:

       

      FIRLETKI, LEBIODKI, CIECIORKI,

      KURDYBANKI…

       

               Odkąd wygnali,

               za radą Platona, 

               wszystkich poetów

               z tego miasta,

               zostaliśmy sami –

               bracia Jafeta i Sema –

               na murach, antenach,

               łamach, trotuarach.

               Opuszczeni i nawet

               bez zapachów imion

               naszych kwiatków

               polnych, przydrożnych

               i leśnych.

               A jest ich tak różnych

               tak wiele –

               czerwonych, różowych,

               purpurowych –

               wilgotnych des-durek.

       

            Firletka ma płatki różowe

            głęboko rozcięte

            z niewielkim przykoronkiem,

            a nektar, proszę państwa,

            uwaga: na dnie

            jej rurki kwiatowej.

       

            Łódeczkę ma osłonioną

            dwoma skrzydełkami

            cieciorka, a mały

            wzniesiony żagielek

            jest lekko trujący,

            więc raczej dla dorosłych.

       

            Lebiodka pachnie

            piękniej niźli oregano

            i cała Prowansja.

            Ma płatki purpurowe

            w szczytowych podbaldachach

            i szerszy przykwiatek.

       

            Górny płatek cząberka

            (tak, tak dzięcieliny)

            przybrany ostróżką.

            Kielich dzwoneczkowy

            na nibyokółkach,

            a warżki ząbkowe ona ma.

       

            Kokoryczka na szczycie

            czerwono purpurowa.

            Ma podwójną koronę

            z zagiętą ostrogą,

            a kulista niełupka

            ma dar oczyszczania.

       

            Z kolei kurdybanek

            krótkoszypułkowy,

            o barwach od czerwonej

            aż do fioletowej,

            klapki ma ozdobione

            powabnym prątniczkiem.

       

            Od różu do fioletu

            bywają kukawki,

            purpurą nakrapiane.

            Sam pręcik – różowy,

            a płatki środkowe węższe 

            są od klapek bocznych.

          

            Są też zapomniane

            czerwone buławniki,

            co ich płatki

            w formie dzwonka

            do siebie się tulą,

            a tobie kłaniają.

       

            Nie zaśniesz

            przy poziewniku,

            z pewnością przyjacielu, 

            zachwycisz się

            gółką wonną,

            naparstką purpurową.

       

            Popłyniesz wpław

            z kartuzkiem,

            z wilżyną innym razem,

            a sen i śnienie

            z kraską –

            makową wszak panienką…

       

               Więc, chociaż posłuchali

               się rady Platona

               i wypędzili poetów

               ze wszystkich płotów

               tego miasta,

               obszczanych podwórek

               i wszystkich głośników,

               gazet i telewizorów,

               nie wyganiajmy

               chociaż nazw i woni

               zwykłych kwiatków polnych

               lub choćby melodii

               słów zapomnianych

               Delfiny i Fryderyka –

               niezwykłych des-durek.

       

       

       

               Ostrówek, 2007 r.

           

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Dzień Cipki i Telewizja Trwam ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      sobota, 21 kwietnia 2012 15:42
  • środa, 18 kwietnia 2012
    • Perpendykuł

      Prawda, że piękne słowo? Tak mi się spodobało, że "chodziłem wokół niego",dobierałem znaczenia, skojarzenia i powstał wiersz

      PERPENDYKUŁ

      Już czas.

      Popatrz.

      Nie ma wątpliwości

      – to już czas podwieczorny.

      Między chmury szare

      rozpostarty łuk

      traci powoli

      wszystkie swe kolory

      i jest już

      prawie niebieski.

      Po skoszonej trawie

      gonią się

      żółte dzioby kosów.

      W starym od zawsze

      i od zawsze ważnym

      zegarze balansowym

      perpendykuł

      nie waha się też

      już ani chwili.

      Więc jeżeli,

      jeśli właśnie teraz,

      w tej nadeszłej,

      jak zawsze znienacka,

      chwili nic nie musisz

      lub nie całkiem

      albo nie do końca

      jeszcze jesteś

      na ten czas gotowy,

      pozwól sobie

      – skaż siebie –

      na chwilę ciszy,

      na przerwanie choćby,

      na przerwanie

      z samym sobą rozmowy.

      Już czas.

       

      Warszawa, 2008 r.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      środa, 18 kwietnia 2012 14:30
  • wtorek, 17 kwietnia 2012
    • o ohydnych pyskach wiersz ii dlaczego blog

      Kilka osób zapytało dzisiaj: "Ty i blog?". Odpowiadam: 1. Niektórzy z Was mówili też wcześniej: "Pokaż jakiś swój nowy wiersz". - Tu możecie przeczytać już co najmniej 5, a będzie więcej; 2. Zmieniła się sytuacja, bo rzadziej bywają lub ustały spotkania w "Poezji", "Dyspensie", Starym Młynku" i w innych miejscach, gdzie gadaliśmy długo o wszystkim, w tym także o teatrze, poezji itp. (Kachet, Grzegorz R. Czarek B., Staszek K. i inni); 3 Nie ma wyjazdów do "mojej" Czarnej k. Ustrzyk, gdzie - pamiętam - wiatr porwał nam kartki spod starego kiwona i poniósł ponad Magurą, ponad Stryjem do Drohobycza. Nie ma wyjazdów do Skalnego w Zakopanem, Krakowa, Poznania,Gdańska, gdzie spotykałem wielu znajomych i kolegów nie tylko z PGNiG. A teraz trochę inny wierszyk:

      KŁANIAM SIĘ

      A gdy już będziesz

      się do odejścia

      od innych sposobił,

      przygotuj im słów parę

      na odchodne właśnie:

      „Nieprzyjaciołom

      – ohydnym pyskom –

      jedno życzenie:

      dupa w mrowisko.

      A wszystkim innym

      kłaniam się nisko”.

      Słaniam się nisko,

      kłaniam się pyskom.

      Kłam.

       

      Warszawa, 2006 r. -

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 kwietnia 2012 18:12
  • poniedziałek, 16 kwietnia 2012
    • WIEM

      Krótki wierszyk dla A. i E. Adresatki łatwo się domyślą. WIEM Jeśli szukasz jeszcze, jeśli wierzyć chcesz… (dla A. E.) W co mam wierzyć, dokąd iść – jeszcze nie wiem. Jeszcze nie wiem, czego szukam, czego szukać mam. Co mam wiedzieć, czego nie wiem – ciągle nie wiem. Tylko wiem, że chcę. Warszawa, 2009 r.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „WIEM”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 kwietnia 2012 18:28
    • Marek Kondrat i Jan Englert

      Z Markiem Kondratem wiąże się też historia dystrybucji tomiku "Bardzo mi przykro, proszę pani". Wydany przeze mnie w oficynie Black Unicorn w 350-400 egzemplarzach rozszedł się w bardzo różny sposób: ok. 200 egz. rozprowadziliśmy z koleżankami i kolegami z MSG pośród pracowników G.K. PGNiG SA, a uzyskane środki przekazaliśmy na potrzeby jednego z domów dziecka w Warszawie i dla osób poszkodowanych przez los. Ok. 100 egzemplarzy rozdałem przyjaciołom i znajomym, a kilkanaście (i tu dochodzimy do rzeczy) dałem Osobom, których "lubię i/lub szanuję". Jedną z Nich był właśnie Marek Kondrat. Z otrzymanego mejla wywnioskowałem, że spodobał Mu się (chyba) wiersz "Róża w obłokach". Marek Kondrat odszedł z zawodu mam nadzieję na chwilę, bo przeczytałem w wywiadzie z Seanem Pennem w "G.W", że "aktorstwa nie można rzucić, nosi się je w sobie". Jeśli tak jest, to myślę, że M. Kondrat jednak czeka na tę jedną jedyną wielką rolę. A może na dwie lub trzy? Kim są Osoby, które "lubię i/lub szanuję"? - Tu to akurat nie jest ważne. Wymienię jeszcze tylko jedną: JAN ENGLERT. Przede wszystkim za Łopachina w "Wiśniowym sadzie". Wstrząsnął mną. Minęło już grubo ponad 30 lat od tamtego spektaklu we Współczesnym, a ja ciągle pamiętam tego Englerta-Łopachina. Mniej zapamiętałem Halinę Mikołajską, a przecież powinienem. Zaraził mnie ten Łopachin jakimś wirusem - tak, że przez lata łaziłem na każdą chyba rzecz właśnie do Współczesnego, do Dramatycznego (za Holoubka), Powszechnego (Hubner), Narodowego (Hanuszkiewicz) i do Ateneum. To był amok spowodowany Eglertem-Łopachinem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 kwietnia 2012 16:30
    • Marek Kondrat

      Drugi przykład wiersza pisanego pisanego i.. nienapisanego, to ODJEŻDŻAŁ. Tu iskierkę i pomysł zawdzięczam Markowi Kondratowi.

      Chyba tak przed rokiem przeczytałem w "G.W." wywiad z Kondratem

      o książkach, a właściwie o czytaniu. I Marek Kondrat powiedział tam m.in. że dla niego "dzień jest często tylko przerwą między stronicami". Złapałem i uczepiłem się tego zdania, jak rzep psiego ogona, no i zapytałem Autora, czy mogę "pożyczyć" tych parę fajnych słów. Zgodził się, chyba trochę zaskoczony, i tak ja piszę od roku wiersz "Odjeżdżał" (niekoniecznie i nie tylko o czytaniu).

      ODJEŻDŻAŁ

       

       

              Czasami i

               tylko czasami

               zakładką jest

               strzęp chaosu

               codziennej gazety,

               a „dzień jest często

               zaledwie przerwą

               między stronicami”.

                  Odjeżdżał.

       

               Opierał się powabom

               tego świata (i)

               jednym ramieniem

               o dwa przykute

               do linijek

               szkła okularów,

               a drugim o swoje

               stare nowe strony

               i wystygłą herbatę.

               Jeździł po całym

               swoim świecie

               i wracał tu –

               nie rozpakowując

               w ogóle walizek –

               by prześnić,

               by przegapić dzień

               i znowu wyjeżdżał.

       

       

               Odjeżdżał,

               gdzie tylko czasami

               zakładką jest strzęp

               chaosu codziennej gazety,

               a dzień zaledwie

               pauzą między stronicami.

       

       

       

               Warszawa, 2011 r.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 kwietnia 2012 14:36
    • LEW OBORIN - onieśmielenie

      Są wiersze pisane pisane i... nienapisane. Najstarszy szkic uwiera już od ponad 10 lat. Poniżej będą dwa - jeden sprzed 2, a drugi sprzed roku, półtora.

      LEW OBORIN miał być o onieśmieleniu wobec młodego dwudziestoparoletniego poety, którego wiersz tak mnie (i nie tylko mnie) poruszył, wzruszył i zachwycił. Miał to być wiersz o takim talencie i wrażliwości chłopaka z Moskwy, który właśnie wręcz onieśmiela. Lew Oborin - zapamiętajcie to nazwisko, bo - tak uważam - będzie o nim głośno nie tylko w Moskwie i Warszawie.

      Niestety, znam tylko jeden jego wiersz, ale Rosyjski Ośrodek Nauki i Kultury z Belwederskiej, a dokładniej pewna miła pani z RONiK-u, wyszperała dla mnie kilka innych. Wojtek P. miał je przetłumaczyć, ale "robi to" od półtora roku.

      A wracając do szkicu wiersza "Lew Oborin", to jest to ciągle dla mnie zbiór oderwanych kawałków materiału, strzępów i urywków.

      I ciągle brakuje choćby odpowiednich nici żeby to jakoś zszyć przynajmniej w patchwork.

       

       

      LEW OBORIN

       

      (szkic do wiersza)

       

       

       

             Białe wszystko było:

       

             blade ściany, białe blaty,

       

             albo przezroczyste, jak wzrok

       

             białego personelu

       

             w szpitalu na Lindleya.

       

             Wszystko było czarne:

       

             rozpięte pod niebem

       

             za oknem wysoko

       

             przewody elektryczne

       

             układały się bez przerwy

       

             w ciemny ptasi wzór.

       

       

       

                Nie, nie mogę, proszę pani,

       

                zaadoptować tego młodego

       

                moskiewskiego chłopaka

       

                nawet gdybym

       

                jakimś cudem mógł.

       

                - Bo trzeba być,

       

                proszę pani,

       

                naprawdę być,

       

                by z Nim być

       

                naprawdę.

       

       

       

            I omiotła piękna siostra

       

            kasztanowym wierszem

       

            gazetę przyszpiloną,

       

            jak motyl, do lóżka

       

            razem ze mną –

       

            a rozpięte na niebie

       

            druty elektryczne

       

            ułożyły się nagle

       

            chyba w pięciolinie,

       

            a może w skakanki,

       

            co grają  na nich,

       

            jak pliszki,

       

            błyski słońca.

       

       

       

              Nie, nie można, proszę pani,

       

              zbyt łatwo, ot tak sobie

       

              zakochać się w Poecie,

       

              co jednym wielkim wierszem,

       

              jak Ob z Irtyszem,

       

              połączył i Warszawę

       

              i Moskwę i sens.

       

              Co sprawił, że po drutach,

       

              skaczą sobie,  jak pliszki,

       

              błyski słońca.

       

       

       

           A na skwerze zielonym,

       

           a na skwerze Lindleya

       

           pod kapliczką niebieską

       

           zakwitną pewnie lepkie

       

           niedługo kasztany.

       

       

       

       

       

             Warszawa, kwiecień 2010 r.

       

       

       

          

       

           

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „LEW OBORIN - onieśmielenie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 kwietnia 2012 14:13
  • niedziela, 15 kwietnia 2012
    • VIA DOLOROSA

      A teraz próba wiersza prawie na czasie, bo spózniona tylko o 10 dni. Wysłałem go w Wielki Piątek Asi, Eli,Grażynie, a równo rok temu Kachetowi, od którego (przyznaję) "ściągnąłem" temat. Rzecz o Wielkim Piątku, ale mam nadzieję, że nie tylko, nie tylko...

      VIA DOLOROSA

       

             Jeszcze wczoraj

            wybiegałeś w szron,

            jeszcze wczoraj

            szorstka wilgoć łąk.

            Na cierniach głogów

            czarna krew.

       

            Upadłeś po raz któryś

            na drodze swej krętej  –

            wyboistej ścieżce.

            Nie zostało ci wielu

            pośród znudzonego tłumu -

            by policzyć,

            nie trzeba palców u rąk.

            I nikt chustą

            nie otrze ci twarzy.

       

            Wielkimi krokami

            Wielkanoc nadchodzi

            i wiosna niejasna:

            którą drogą pójdziemy

            tym razem,

            co nam pozostało.

            Albo będziesz

            mniej wiedział – mówili –

            albo spokój stracisz.

            - Trochę wiesz.

       

             Jakby „tylko tchnienie

             unosiło się nad wodami”

             przed tym dniem

             Stworzenia,

             przed tym dniem,

             gdy wybuchła znowu,

             jak zwykle znienacka,

             niepewna Wielkanoc

             i niejasna wiosna

             w hałas ptasich drzew,

             w chaos ciepłych mórz.

       

                 Eksplodowało

                 światło brzasku

                 w lepką miazgę dnia

                 nad Via Dolorosa,

                 gdy On szedł.

                 Gdy On szedł

                 i gdy upadł

                 po raz pierwszy

                 przy trzecim straganie

                 z figami suszonymi

                 i czarną oliwą,

                 niewielu zostało,

                 tylko Jan i

                 Maria Magdalena

                 wmieszani w tłum

                 codziennej gawiedzi.

       

                 Powietrze zgęstniało,

                 stwardniało

                 czerwonym popołudniem,

                 wchłaniając odgłos

                 coraz rzadszych kroków,

                 gdy On opuszczony

                 za chwilę w półmroku

                 w niepewności

                 i trwodze wyszeptał:

                 „Boże mój, Boże mój,

                 czemuś mnie opuścił?!”

                 Jakby miał wiarę,

                 wiarę miał bez wiedzy

                 wszystkiego –

                 w którą my stronę

                 pójdziemy,

                 co wybierzemy?....

       

             Nadchodzi kolejna

             Wielka Noc

             w kolejną dla nas,

             rozedrganą

             i niejasną wiosnę.

       

       

       

             Wielki Piątek, 2007 – 2009 r.

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „VIA DOLOROSA”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 kwietnia 2012 20:06

Kanał informacyjny