wiersze nienapisane

Wpisy

  • środa, 29 sierpnia 2012
    • UŚMIECHNIĘTA BUZIA ORLIŃSKIEGO

      Z nowego cyklu: Najgorszy artykuł w świątecznej "G.W.".

      Występują:

      - uśmiechnięta buzia Orlińskiego

      - Polunie, czyli Polki (żeby zachować rytm piosenki)

      - rocznik statystyczny.

      Od tygodni panie profesorki od rynku pracy alarmują, socjolożki mówią o nieprawidłowościach i poważnej porażce wszystkich kobiet, a Wojciech Orliński w artykule "O mężczyznach na L 4" bije brawo paniom biorącym lewe zwolnienia lekarskie od pierwszych tygodni ciąży i śpiewa:

      "Polunie, nic się nie stało.

      Nic się nie staało.

      Polunie, nic się nie stało".

      Powołując się na rocznik statystyczny, pisze, że mężczyzni w 2011 r. przebywali na chorobowym 92,5 mln dni, a kobiety 115 mln, czyli "tylko" o 20% dłużej. I że nic w tym złego. Jeżeli podzielimy 115 przez 92,5, to wychodzi "tylko" 24,32, ale to drobiazg. Co prawda autor przeoczył inne dane statystyczne, w tym fakt, że wskaznik tzw. aktywności zawodowej kobiet jest niższy o kilkanaście procent, co oznacza, iż mężczyzn może pracować o ok. 1,5 mln więcej. Jeżeli tak, to - być może - przewaga zwolnień lekarskich kobiet sięga 40 - 50%. W roczniku statystycznym są także dane dotyczące zwolnień lekarskich spowodowanych wypadkami przy pracy, a więc w dużej części z winy pracodawców. Tu przewaga mężczyzn jest ogromna - wiadomo: górnictwo, hutnictwo, transport, budownictwo... Gdybyśmy odjęli wszystkie wypadki przy pracy, to wyszłoby może z 60% więcej zwolnień lekarskich kobiet. Przyznaję jednak, że nie liczyłem, więc przepraszam.

      We wczorajszej "G.W." pani pracodawczyni mówi, że w ostanich 2 latach aż 8 pań spośród kilkunastoosobowego zespołu poszło na zwolnienia lekarskie natychmiast po pozytywnym teście. Straciła sporo pieniędzy i klientów. W internecie przeczytałem o innej dziwnej prawidłowości, czyli o wysypie chorobowego przed każdymi świętami i w wakacje.

      A Wojciech Orliński? Słyszę, jakby śpiewał:

      "Polunie, róbcie tak dalej.

      Kradnijcie daalej.

      Polunie, róbcie tak dalej". 

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      środa, 29 sierpnia 2012 12:10
  • wtorek, 28 sierpnia 2012
    • ZWIĄZEK OTWARTY

      Oto "recenzja" teatralna: Rzecz idzie o "związek otwarty" Dario Fo w reżyserii K. Jandy i M. Seweryn przed Och-teatrem przy ul. Grójeckiej 65. Grali: Weronika Nockowska i Otar Saralidze. Dzwonię do K., bo wybiera się 6 babek i ja, jak ten palec: - W czwartek ostatni raz grają pod chmurka "Związek otwarty". Tytuł mówi wszystko. Jest małżeństwo, z którego jedno chce otwartego związku, drugie jest zazdrosne, ale gdy próbuje, to to pierwsze wariuje tez z zazdrości. No, i takie tam. - Rozumiem, ale gdzie to grają? - Pod chmurką, Grójecka 69. - O, 6 na 9. Znaczy będą momenty. - Raczej ich brak, bo spektakl o 5 po południu, do tego na ulicy. Nie przyszedł. A adres, to Grójecka 65, a nie 69. Po spektaklu: - Hania: Prawda, ze lekka miła rzecz w sam raz na letnie popołudnie? - Zuzanna: Ten aktor bardzo przystojny - taka włoska uroda i w ogóle. - Ja: Jakas taka chudzina, a poza tym z korzeniami nie znad Tybru lecz raczej Kury, sadząc po nazwisku. - H.: Ale przystojny. - Ja: Czy ja wiem. Za to partnerka ma niezłe nogi. - Natalia: Mogą być, ale gra w stylu Jandy. Dwie pozostałe panie nie mówiły nic. 50-55 minut miłej zabawy. Gra trochę tak cały czas na krzyku, ale w plenerze tak podobno lepiej wychodzi.. Przed obojgiem młodych aktorów chyba przyszłość. Tę panią od nóg chyba gdzieś widziałem. Może we Współczesnym(?).A ładnego pana porwa pewnie niebawem do jakiegoś serialu o miłości. Panią też. Koniec "recenzji". (Wpis nr 31, w tym 20 wierszy).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 sierpnia 2012 12:56
  • piątek, 10 sierpnia 2012
    • PODRABIANI

      Być może coś napiszę, co "wyszło" w czasie wyprawy na Białostocczyznę. Chodzi po głowie jakas mgiełka pomysłu i kilka słów ("niebieskie konie", "przygryzał dolną wargę"...).

      A poniżej prawie pokłosie wyprawy. Prawie, bo wierszyk powstał praktycznie w Ostrówku, ale pomysł przyszedł w Białymstoku, kilka zwrotów zanotowanych w tatarskiej knajpce w Supraślu na reklamowym menu.

          PODRABIANI

       

             Ponad nami

       

             gdzieś są,

       

             poza nami

       

             geniusze, wariaci…

       

             Na jedno wychodzi.

       

             Są. A my?

       

             A my, zapoznani

       

             i znani – na

       

             jedno wychodzi –

       

             zapatrzeni  w siebie,

       

             jak w okna

       

             i telewizory,

       

             grać chcemy

       

             tylko takie role,

       

             których w życiu

       

             nie gramy.

       

             Nie mamy.

       

       

       

       

       

       

       

             Białystok, 2012 r.

            

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      piątek, 10 sierpnia 2012 12:59
  • wtorek, 07 sierpnia 2012
    • FOTOGRAFIA MŁODEJ ŻYDÓWKI

      Kolejna krajowa wyprawa wakacyjna i znowu zaskoczenia, zagadki, tajemnice. Ale tym razem także więcej niż wzruszenie. "Kraina Otwartych Okiennic" - wiadomo: Dekoracyjne zdobienia elewacji drewnianych domów i ich szczytów, no i - przede wszystkim - właśnie okiennic, narożników, wiatrownic, nadokienników. Wsie w dolinie Narwii: Trześcianka, Puchły, Soce. Właśnie w tej ostatniej wiosce zdarzyła się rzecz, o której trudno zapomnieć.

      Pstrykamy zdjęcia jednej z tych pięknych chat. Starsza pani o pięknym zaśpiewie w głosie: "A może chcecie, państwo, wejść do środka?". Na miejscu także jej syn.

      Zachwyt haftowanymi poszwami i poszewkami, piramidami pięknych poduch i ikonami w 3 rogach pokoju, przystrojonymi haftami i koronką "ręcznikami". Syn pokazuje stare meble, w tym kufer posażny matki, zamówiony już podobno przez muzeum w Ciechanowcu.

      Nad drzwiami do alkierza stara fotografia kilkunastoletniej dziewczyny o subtelnej urodzie w kolorze sepii. A kto  to jest na tym zdjęciu? - pytamy lekko zaskoczeni. Pan Adam: "Nie wiem. Po wojnie rodzice kupili tę oto szafę w Zabłudowie, albo w Narwi od handlarzy mieniem pożydowskim. Wiele lat temu odkryłem na półce w załomie starą fotografię tej dziewczyny, oprawiłem w ramkę i powiesiłem na ścianie". Ale dlaczego? - pytamy po chwili.  "No, tak jakoś sobie pomyślałem, że być może jest to jedyny ślad po niej". Zamilkliśmy. To wszystko. Pozostało do dziś wzruszenie i coś jeszcze.

      To już koniec tej historii. Zastanawiam się tylko ilu z nas zrobiłoby tak, jak ten zwykły (niezwykły!) człowiek?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      wtorek, 07 sierpnia 2012 12:22

Kanał informacyjny