wiersze nienapisane

Wpisy

  • piątek, 20 lipca 2012
    • PALĘ KSIĄŻKI, JAK PARYŻ

      Wreszcie zdecydowałem się na ten cytat, na ten wpis, jak wyznanie:

      "Nie ma wyraznej granicy między poezją, a filozofią... Nie są tym samym, ale i filozofia i poezja mają jakiś obszar współny". (za Leszkiem Kołakowskim).

      Jeżeli tak jest, a jest tak na pewno, to to wszystko, gdzie nie ma tego "obszaru współnego", nie jest poezją, tylko jakąś pisaniną. I nie ma znaczenia, że komuś wydali 7 tomików i dodali 100 recenzji.

      Zamieszczenie powyższego cytatu jest też próbą odpowiedzi na pytania (m.in. Hani, pani Eli K. i in.) dlaczego w większości moich rzeczy jest tak mało rzeczy lekkich, przyjemnych.

      Próba sprostania temu, o czym tu mowa, nie jest wcale łatwa. I nie chodzi tu tylko o talent i warsztat, bo - po pierwsze - Wtórność = Bezpieczeństwo.

      A po drugie:

      # albo zdecydujesz się na poprawność, albo narazisz się na zarzut niepoprawności (także formalnej).

      # albo bezpieczna nijakość, albo zarzut pretensjonalności.

      # albo banał, albo bełkot.

      I tu zaraz jest krok od śmieszności, a kto się jej nie boi?!

      Dopiero gdzieś tak 10 lat temu odważyłem się wybrać, wstydząc się teraz bardziej banału, poprawnej formalności, pisania o sobie i o niczym.

      Co o tym sądzicie?

      Poniżej wiersz taki trochę a propos.

      PALĘ KSIĄŻKI, JAK PARYŻ

       

                 „Nie ma wyraźnej granicy między poezją, a filozofią…

                Nie są tym samym, ale i filozofia i poezja mają jakiś   

                obszar wspólny.” (za Leszkiem Kołakowskim)

       

       

            …Flaki, robaki,

            obolała dusza…

            Białym wierszem zasuwa,

            cztery słupki dziennie,

            słowa stachanowiec.

            Sześć tomików mu

            wydali mądrale

            tak gdzieś przez dwa lata.

            Raz dwa trzy cztery,

            raz dwa trzy – raz.

            Raz dwa trzy cztery,

            raz dwa trzy – kwas.

       

            A na Placu Trzech Krzyży,

            a na placu czerwonym

            popołudniem

            pani pięknej redaktor

            z zasieków czarnych rzęs

            mądrze płyną

            do wydętych warg

            na przemian –

            raz pobłażliwość,

            raz protekcjonalność:

            „Przecież wszystko jest

            w tej poezyji  –

            drogi panie –

            jak Pan Bóg przykazał.

            Jakiś rytm jest

            i jakaś melodia.

            Tu prostokąt,

            a tam kształt choinki,

            czasem (rzadziej) kwadrat –

            figury przestrzenne.

            Ilość sylab jak trzeba –

            popatrz pan –

            w linijkach.

            Jambów też

            nie za wiele,

            tam (chyba) gra słów”.

       

            …Kwiatki, płatki, okruszek,

            w tle liryczne dusze…

            Trata tata, trata tata,

            trata tata – bum.

            Trata tata, trata tata,

            trata tata – srum.

            Na zachodzie

            na przemian

            moc zmian, bo

            Bracką i Żurawią

            czerwona już ognia

            płynie poświata.

            A tu w „Szpilkach”,

            „Szparkach” i „Szpulkach”

            jest wszystko pod sznurek,

            jak należy.

            Czytam, czytam –

            odpływam

            pod żaglami

            jej wydętych warg.

            I palę.

            Palę książki,

            jak Paryż.

       

       

       

            Warszawa, 2008 r.

       

         

          

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      piątek, 20 lipca 2012 14:37
  • czwartek, 19 lipca 2012
    • Jeśli palisz mosty za sobą

      Jest takie powiedzenie: "Spalił za sobą mosty". Ach, żeby tylko o mosty chodziło.

      Otym wiersz. Czy może być?

          

      I MOSTY I LĄD

       

              Mówili za lasami

             starą bajkę,

             za górami, za plecami

             jakiś czas.

             Mówili z iskrą w oku

             tak o mnie i o Tobie

             krótki czas:

             „Spalił biedak

             za sobą, to bydlę

             i idiota,

             wszystkie mosty

             za sobą

             w tamten czas”.

             Pewnie tak,

             nasi letni znajomi,

             odlegli przyjaciele,

             trochę tak,

             lecz o wiele za mało,

             za mało, za mało…

       

             I gdyby tylko zawsze

             o mosty chodziło…

             Bo, choćby z powodu

             wszystkich naszych pragnień,

             rzeka wyschła na pył,

             powrotu nie będzie.

             Bo przecież zazwyczaj,

             paląc mosty za sobą,

             wcześniej palisz ląd.

             I nie ma jak wrócić,

             nie ma po co

             i gdzie.

             Nic nie pozostało.

       

       

       

             Warszawa, 2008 r.

           .

           

       

       

       

          

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 lipca 2012 13:27
  • wtorek, 17 lipca 2012
    • JUBILEUSZ

      Minęły 4 miesiące od pierwszego wpisu. A było ich 25.

      Jest 15 wierszy i 3 szkice doń.

      Najwięcej wejść na blog w tygodniu - 204; w biegłym tygodniu było 184. To chyba dużo?!

      Dziękuję za komentarze szczególnie "Kobiecie z Północy", AniA, Grethe7, Asiaasia.

      Żółte kartki za znikomą aktywność otrzymują: Kachet, Staszek K. Andrzej, Hania, Ela...

      Pozostali są łobuzami i łobuzicami. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 lipca 2012 14:26
  • piątek, 13 lipca 2012
    • Nasze (tchórzy) miejsce pod płotem

      Tym razem bez komentarza, historyjki, wstępu - tylko od razu wiersz:

       

       

       

       

      NASZE MIEJSCE

       

             Tak od prawa do lewa

             i od lewa do prawa.

             Znów obsiedli,

             jak sępy na agawie,

             stoły prezydialne,

             kieraty nieczynnych kopalni,

             czołobitne biurka,

             by fałsz

             dowieść półprawdą,

             unieważnić wszystkie

             wyrządzone krzywdy,

             niedotrzymane obietnice…

       

                Deszcz gra

                w kamiennych gargulcach,

                plamy wilgoci powoli,

                powoli wchłaniają kolory.

                Czają się cienie

                po okapach i dni

                nam twardnieją

                od wstydu

                i od niepokoju.

       

             Rozsiedli się znowu,

             z przylepionym,

             jak zawsze, uśmiechem,

             by wzmóc zaufanie

             do własnej nienawiści,

             żeby uzasadnić

             w miarę spójnie

             strzały w plecy

             i jak nie popełniać

             błędu wybaczania,

             jak nie odpuścić,

             nie popuścić o krok

             i tak ujadać, ujadać

             bez końca i gryźć.

       

             Nasrali nam –

             pamiętasz  – na środku

             i na początek

             w salonie, alkierzu

             lub pokoju gościnnym.

             - „Toż to pewnie –

             mówiłeś – dziwny wybryk

             (happening?) odstających ludzi.

             Dajmy i im szansę,

             bo mieli – być może –

             do tej pory po górkę

             w przekraczaniu

             skostniałych ograniczeń

             w naszych czasach nudnych

             powszechnej szczęśliwości”.

       

             Dałeś palec – obcięli

             i ogryźli do samej

             kości białej.

             Dałeś rękę,

             podałeś – to samo.

             I czekamy, i czekasz.

             Przełykamy to wszystko

             z niesmakiem.

             Dzielisz włos na czworo,

             tłumaczysz i łudzisz się,

             że na tym poprzestaną.

             Jakby całe zło

             na tym świecie

             już zostało zrobione.

       

             Poszerzamy granice

             słabości –

             ci posuną się dalej.

             Dobrze przecież wiesz,

             nie przeczuwasz, wiesz.

             Użyteczni (chwilowo)

             idioci, oglądamy się

             tęsknie na siebie:

             może ty, może on.

                Wstań wreszcie!

                Rusz dupę! Wstań!

                Najwyższy już czas!

             - Nic z tego. Już czas?

             I siedzimy, kapcie,

             w łapciach, i skomlimy,

             skomlimy bez końca

             w wygodnej do niedawna

             poprawnej uległości.

       

             Samobójców chowali

             kiedyś byle gdzie

             w niepoświęconej ziemi,

             byle jak.

             Nasze miejsce

             pod płotem zaklepane

             pośród zwiędłych badyli,

             starych opon, łopianów,

             sterty śmieci i petów

             tanich papierosów.

             Przecież wiesz,

             już wiesz –

             nie tak łatwo

             to życie oszukać.

             Więc wypisani

             z tego życia, apostaci,

             prośmy chociaż tymczasem,

             prośmy o zwyczajne

             zapomnienie.

       

                …Czają się cienie po okapach,

                deszcz gra w kamiennych gargulcach.

       

       

       

             Czarna 2002 – Warszawa 2006 r.

       

       

       

       

       

         

       

       

       

       

       

       

       

         

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      piątek, 13 lipca 2012 14:31
  • środa, 11 lipca 2012
  • wtorek, 03 lipca 2012
    • "JAK ŻYĆ, PANIE PREMIERZE?"

      Jak żyć, Panie Premierze, po EURO? Jak żyć?

      Jak żyć powtórkami w telewizji, "brzozą" i "ja panu nie przerywałem"?

      A tak niedawno:

      - Do przyjaciół mlaskali    przyjaciele (wiadomo: żurek, pierogi, bigos...);

      - Grecka Kallypygos (Pięknotyła), co nie tylko pięknotyła była;

      - Śliczna Czeszka zamiatająca warkoczem tabuny spojrzeń spod Pałacu;

      - Mokra Włoszka uwypuklona niebezpiecznie tu i ówdzie po deszczu;

      - Zielone Wyspy radości, Hiszpanie w tulipanach, Holendrzy we flamenco...

      Eh...

      Ale wrócą tu wszyscy. Powrócą. Właśnie o tym jest załączony wiersz.

       

      POWRÓCISZ TU

             Twoje miasto

             przeciąga się teraz

             pewnie zmierzwione

             niedawnymi snami

             i budzi się, budzi powoli

             wraz z Tobą

             pod pierzyną chmur.

             A Ty? – Zawracasz

             kijem Wisłę

             i… powracasz,

             gdzie nadzieja

             nie ginie wraz

             z rozczarowaniem.

       

                A tu kapią

                na Narodowy,

                Łazienki, Wilanów

                i Krakowskie Przedmieście

                łzy Świętego Wawrzyńca.

                Już po.

                Lecą na Nowy Świat,

                Plac Trzech Krzyży

                i na Belwederską

                paciorki perseid,

                jakby nimfy im dały

                skrzydlate sandały.

                (powrócisz tu).

       

             Pod dachami

             swoich miast,

             nad chmurami

             nanizasz na warkocze

             świetliste kamyki

             i wracasz tu, powracasz,

             gdzie nawet gdy

             zamiera muzyka,

             to rozbrzmiewa tło.

             Powracasz, gdzie właśnie

             nadzieja nie ginie

             wraz z rozczarowaniem.

       

       

             Warszawa, 2012 r.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „"JAK ŻYĆ, PANIE PREMIERZE?"”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      wtorek, 03 lipca 2012 13:26

Kanał informacyjny