wiersze nienapisane

Wpisy

  • czwartek, 29 maja 2014
    • Jak miło

      ...I JEB GO W ŁEB!

      Chuchali nań

      i dmuchali, bo

      po orce (prawdziwej),

      pieleniu, nawożeniu,

      podejrzany był

      i z góry skazany

      na sukces.

      Cieszą się żniwiarze,

      weselą, bo nastał już

      tak miły czas żniw.

      Więc - wiadomo -

      kto żyw

      wziął cep,

      splunął w dłonie

      i - jeb!

      Jeb go w łeb!

       

      Warszawa, 2008 r.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      czwartek, 29 maja 2014 10:58
  • wtorek, 27 maja 2014
    • O odstawaniu

      SKAZAĆ NA WYGRANĄ

      Wszyscy idą sprężyście

      zwarci i gotowi.

      Już sztandary

      na wietrze łopocą.

      Do zwycięstwa wystarczy

      runda honorowa.

          Akselbanty splecione w warkocze,

          brzęk orderów czynele zagłusza.

          Fanfary już wzniesione

          złociście ku górze.

          Orkiestry tusz - tuż.

          On odstaje.

      Po pod chmury

      już wzniesione trybuny,

      ostrza szabel

      błyszczą blaskiem chwały,

      pióropusze szeregów

      zbite w czworoboki.

      - On odstaje.

          Myli kroki właściwe

          i odstaje, odstaje,

          zakłócając marsz równy

          ku chwale zasłużonej

          prawdziwie najwyższej.

      On odstaje i

      kroku nie trzyma,

      jakby słyszał inne rytmy

      werbli i inną niż

      wszyscy melodię.

          Wygnać, wykląć, wykluczyć...

          Bo skazać go na tę wygraną -

          kara nazbyt dotkliwa.

       

          Buenos Aires, Warszawa 1997 - 2007 r.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      wtorek, 27 maja 2014 13:38
  • czwartek, 22 maja 2014
    • Odszedł KTOŚ

      Kto będzie w ten sposób..., kto będzie tak czytał moje wiersze, jak On? Kto będzie do nich wracał nawet po latach, dogrzebując się coraz to innych znaczeń, odniesień, symboli? Kto wreszcie będzie takim krytykiem i kto będzie się tak jak On "czepiał" i dociekał?

      Nie był człowiekiem łatwym. O, nie. W Jego obecności trzeba się było stale mieć na baczności, bo... zmuszał do myślenia, wyrywał z wygodnego umysłowego ciepełka. Spotkania z Nim i rozmowy często nie należały do "miłych, łatwych i przyjemnych". Ale, w przeciwieństwie do wielu innych, pamiętało się je długo. Ileż to razy, nawet po kilku dniach, człowiek się nagle zatrzymywał i pytał sam siebie (często z pewną irytacją): "Zaraz, zaraz, ale o co Mu wtedy chodziło? O to, czy o tamto? A jeżeli tak, to...?". Jak już tu wspomniałem, sporo wierszy powstało po rozmowach z Nim, a w innych przypadkach po prostu zmuszał do zastanowienia się, kłótni ze sobą, zatrzymania się na chwilę.

      Był wielkim erudytą oraz pasjonatem  i prawdziwym znawcą literatury (w tym poezji), historii, polityki, geografii, religii... A jego wyprawy po Polsce przeszły do legendy - było ich z pewnością grubo ponad setkę, i nie mówię tu o 1 - 2 dniowych. Ciekaw jestem np. czy ktoś poza nim zwiedził wszystkie miasta powiatowe i nie były to tylko wyprawy "przewodnikowe".

      Czasami coś pisząc krył się za pseudonimami: Józef Zatorski, Kachet, Szami. Tu też rozpiętość zainteresowań była ogromna - od ekonomii, aż po poezję. (Jakiś czas temu zamieściłem w tym miejscu kilka uwag odnoszących się do jego tomiku wierszy). A kilka lat wcześniej napisał już pod własnym nazwiskiem - Krzysztof Chinowski - książkę pt. "Kościół katolicki jako wehikuł wiary". Tu też zadziwiał erudycją i znawstwem.

      Był - jednej strony - człowiekiem zasadniczym, a - z drugiej - pełnym sztubackich pomysłów. Napisał setki zabawnych SMS-owych rymowanek i słownych dowcipów. Nasze rymowane dialogi SMS-owe zechciało Mu się nawet zebrać i powielić. Pokazałem je kiedyś parę razy różnym znajomym i widziałem ich miny jakby chcieli powiedzieć: "Że też chce się takim starym i wydawałoby się poważnym facetom zajmować takimi głupotami". Ale wyczuwałem też u nich pewną nutę zazdrości. A jeśli dodać do tego Jego "Szczapy" - krótkie i dowcipne komentarze odnoszące się do aktualnych wydarzeń? A wymyślane przez Niego quizy, ankiety, konkursy? Kto nas tym wszystkim będzie teraz "zamęczał"?

      Odszedł facet niezwykły.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 maja 2014 21:29
  • środa, 21 maja 2014
    • Odszedł

      Odszedł Krzysztof Chinowski - Przyjaciel. Jutro lub pojutrze napiszę - być może - więcej. Dziś tylko o Nim, jako współtwórcy moich wielu wierszy. Jest na pewno współautorem "Czytaj ciszę" z 2007 r. To po rozmowach z Nim postał także wiersz "Juda Iskariota" z 2006 r. i "La Virgen de la Soledad", z którym męczyłem się od 1998 r. aż do pewnego naszego spotkania chyba w "Poezji" (nomen omen) przy Książęcej. On był tuż po podróży do Meksyku, ja byłem tam kilka lat wcześniej. I - rzecz znamienna - obaj mieliśmy podobne myśli i odczucia związane z Górą Alban koło Oaxaca. Chodziło o pewien niepokój, bycie jakby "nie na miejscu", kamienne  spojrzenia miejscowych Indian, jakiś smutek wiszący w powietrzu. Nadawaliśmy na tych samych falach. Właśnie ten wiersz Jemu wtedy zadedykowałem.

      Jego imię i nazwisko pojawiło się też w środku wiersza "Pod cyprysami" w moim ostatnim tomiku "Wieczory, popołudnia...", ale to już inna historia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      środa, 21 maja 2014 17:33
  • poniedziałek, 19 maja 2014
    • "Na własne oczy" - 3

      Znowu wróciłem do "Na własne oczy". Podrozdział "Sen" rewelacja. Po rozmowie z Andrzejem (Autorem) zacząłem się zastanawiać czy nie zbyt "osobiście" odbieram tę książkę. Może?... Ale jak mam nie odbierać jej osobiście, jeżeli widzę przed oczyma i te wydmy (str. 38) z których Autor i ja zjeżdżaliśmy na sankach i na prymitywnych nartach. Wielu tych polodowcowych pagórków już nie ma.

      Jak mam nie odbierać osobiście tej książki, gdy pewnie tylko ja i Autor wiemy o tym jeziorku potorfowym, gdzie uczyliśmy się pływać? Ale książka jest przecież nie o tym.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 maja 2014 19:29
  • niedziela, 18 maja 2014
  • czwartek, 15 maja 2014
    • O kłuciu w oczy

      KŁUJE W OCZY

      Zza rozdrażnionych

      szyb samochodów

      i uciekających poranków -

      od lat paru

      kłuje w oczy

      coraz inną książką

      na pobliskim skwerze

      z wróblem, gawronami,

      codziennie odświętną gazetą,

      zszarzałym kapeluszem

      słomkowym

      i dwoma jabłkami,

      kupionymi starannie

      tuż obok za rogiem.

          Zza bezszelestnych

          obramień ogrodów

          i zbyt późnych,

          jak zwykle,

          wieczorów, popołudni -

          od paru zim drażni

          starym radiem

          szemrzącym przy kawie,

          dwiema filiżankami

          w drobne kwiatki

          polnej mięty,

          reprodukcjami obrazów

         Godfrieda Schalckena.

      Zza kolorowych powiek

      tarasowych markiz,

      zza rzęs parasoli

      z przyciętych ogrodów -

      uwiera stosami książek

      w harmonijnym nieładzie,

      żółtym młynkiem do kawy,

      kwiatem słonecznika

      w wyszczerbionym wazonie

      i fotografiami

      bliskich i dalekich -

      dawno stąd wyfruniętych -

      odkurzanych dość często

      opuszkami palców.

          Zza uciekających,

          jak zwykle,

          pospiesznych poranków,

          zza rozdrażnionych,

          bezszelestnych bram,

          rozsuwanych zbyt wolno

          od wielu lat, paru zim -

          drażni i uwiera

          tym wszystkim, co ma,

          kłuje w oczy tym

          wszystkim, czego nie ma

          i czego mu brak.

       

          Rajskie, 2000 r.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      czwartek, 15 maja 2014 12:09
  • wtorek, 13 maja 2014
  • czwartek, 08 maja 2014
    • Burzliwe lata, częste spięcia

      BURZLIWE LATA

      Burzliwe lato

      tego lata,

      burzliwe lata.

      Powietrzne trąby

      pozrywały nam wszystkie

      przewody, nici porozumienia,

      wyrwały korzenie

      z korzeniami i

      zakłóciły łączność

      między nami.

          W ostatnich latach,

          przeszłych dniach

          nie brakowało nam,

          niestety, w prądach

          zstępujących

          złych zjawisk pogodowych

          na skraju i wewnątrz

          frontów różnorakich.

      W latach tych i dniach

      wyładowań pełnych

      i krótkich częstych spięć,

      powietrze arktyczne

      wyparło te znad Sahary,

      znad stołu

      i znad podwórka.

          W jesiennych chłodów

          to lato i błyskawic -

          wykrzykników złamanych

          wielokrotnie -

          wystygła już dawno

          nam gorzka herbata

          pośród chmur burzowych,

          zerwanych dachów,

          wyrwanych korzeni.

       

          Ostrówek, 2006 r.

        

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      czwartek, 08 maja 2014 14:15
  • wtorek, 06 maja 2014
    • O odtrąceniu

      A TY NAKRYWASZ SIĘ NOCĄ

      Październik i deszcz,

      Jak smutny pijaczek,

      Bez sensu coś bełkocą.

      Smutny październik,

      Szary deszcz

      Odgradza od przyjaciół.

          Głos w telefonie.

          Jesień. Deszcz.

          Ręce, jak szyba, się pocą.

          Po chwil ciszy

          Znów i znów,

          A ty nakrywasz się nocą.

      Znowu październik.

      Jesień, jak jesień,

      Choć chyba więcej w niej cienia.

      Ty przemoczony

      Od stóp do chmur,

      W dziurawe ubrany wspomnienia.

          Ty idziesz nocą,

          Byleby iść.

          Byleby dojść zapomnienia.

          I wtedy ten

          Na bucie liść

          Rytm twoich kroków zmienia.

      ...Jak go odtrącić w taką noc?

       

      Warszawa, 1986 r.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      wtorek, 06 maja 2014 10:35

Kanał informacyjny