wiersze nienapisane

Wpisy

  • sobota, 28 kwietnia 2012
    • Ostrówek Węgrowski

      Kilka osób zauważyło, że sporo wierszy powstało w Ostrówku, a Pani Ala M. zapytała też: "Co to za Ostrówek?".

      Miejscowi, którzy przeczytaliby kilka wierszy, od razu wiedzieliby, że to chodzi o nasz Ostrówek. Bo: "Nad Liwcem szarym od smutku/ Pełznie chyłkiem zwątpienie:/ Przed nami To jeszcze?/ - Za nami./ ...Cienie zamyśleń, półśnienie...". Ale to jeszcze nie to, bo nasz Ostrówek leży tak ok. 6-7 kilometrów od Liwca.

      Ale, gdy natrafimy na taki fragment: "...bez słów,/ bez znaczeń nad Łojewskim Rowem i dalej: "...Nad Bagnem Kielaka/ zasnutym gdzieniegdzie/ niebieskawym wstydem..." - to już wiadomo, że chodzi o Ostrówek Węgrowski. Bo jest tu strumyk Łojewski Rów i Bagno Kielaka.Jest też stary (koniec XIX w.) długi mur fabryczny (może nawet najdłuższy w tej części kraju), jest i drugie jeziorko Bagno Łopiańskie:

      "Wzdłuż starego,/brunatnego muru/ i dalej -/od stalowej szosy/do Bagna Kielaka.../i dalej/ po Bagno Łopiańskie/ palą się dla niego/żółte znicze mleczów". I jeszcze: "Lodem skute są / Łojew, Majdan, Łosiewice/ i Wieliczna/ pasem aż po dach... A Ostrówek byłym/ - mam nadzieję - plejstocenem...".

      Tak, miejscowi wiedzą o co chodzi, także o tym, że dwa ww. jeziorka to pozostałość po ostatniej wizycie lodowca ze Skandynawii.

      I wierszyk z Ostrówka właśnie:

       

      SPAM

       

             Żeby chociaż raz,

             raz a dobrze,

             celnie trafili

             w splot słoneczny

             i przytroczyli, jak głuszca,

             do kulbaki.

       

             I choć wyznajesz

             poglądy, które się

             wyznaje, jak nie nosi się

             skarpetek do sandałów,

             to skasowali cię

             niebiescy(?),

             przezroczyści(?),

             jak głupca, za jazdę

             po twoich bezdrożach.

       

             Przecież święcisz

             ikony, dzień po dniu,

             i autorytety, to cięli cię,

             ścięli równo z trawą,

             bez ślinienia nawet

             opuszków smukłych

             serdeczności.

             Zamknęli wrota,

             okna dialogowe.

       

             Dziś tylko pies gdzieś

             z tobą tańcował

             i nawet nierasowe maile

             z zażenowaniem

             odwracają wzrok.

             Więc spal, co twoje

             do spodu, do imentu

             i do wstydu spal.

             Spam, co twoje.

       

       

       

             Ostrówek, 2011 r.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      sobota, 28 kwietnia 2012 14:30
  • poniedziałek, 23 kwietnia 2012
    • Paryż

      Paryż z Hanią, Natalią Ł., Anią W. i Krzysztofem S. A wszystko dzięki Dziewczynom. Imieniny w P. wszystkich ww. osób: moje z Krzysztofem 25 lipca, Hani i Ani 26 ego i Natalii 27 ego.Tak się miło złożyło.

      No i wolna chata u Mai na Montparnassie. A więc zaczęło się pod dachami u Mai, pod chmurami..., że drepcę, chłepcę - depczę Paryż,

       

      DEPCZĘ PARYŻ

       

               Depczę Paryż znów

             „krokiem zamaszystym,

             jak świat”.

             Drepczę Paryż,

             z dłuższą przerwą,

             chyba czwarty raz.

       

                 Siedzi Paryż osobny

                 nad pineau  przy barze,

                 pije w tłumie espresso

                 sam na trotuarze.

       

             Trzymam pięści

             w kieszeniach,

             bo deszcz pada

             i jakoś nie tak,

             bo Paryża w Paryżu

             coraz bardziej brak.

       

             Samotni, nieobecni –

             dalecy od siebie –

             jeden deszcz,

             tylko deszcz

             wspólnym dobrym znajomym.

             Depczę Paryz.

       

       

             Paryż, 2011 r.

            

       

            

        

       

      


            

       

         

            

       

            

        

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 kwietnia 2012 19:18
    • Dzwirzyno

      Oprócz ośrodka górnictwa nafty i gazu w Czarnej "moje" jest też Dzwirzyno, no i, oczywiście, rozdzielnia gazu  Sopocie. Pomijając Ostrówek, o którym będzie kiedy indziej, tam właśnie najwięcej zaczęło się moich wierszy. Ki diabeł? Jakaś magia miejsca?...

      Naprawdę jest tam słona pustynia, azteckie piramidy i inne niezwykłości.

       

      UWIECZNIAM WIECZNOŚĆ (szkic wiersza)

       

              Na spoconych wydmach –

             słonej pustyni –

             w Dźwirzynie

             niebieskie tańczą anioły

             pod okularami

             w czerwonych obręczach.

             Tańczą anioły –

             ja śnię –

             że uwieczniam

             dla Was,

             nieznani Przyjaciele,

             że uwieczniam wieczność

             na chwilę.

       

             Na wietrznej plaży

             w Dźwirzynie

             trzy piramidy azteckie

             przy porcie

             opasane pasami

             na niebiesko –

             ja śnię –

             że zmieniam,

             tylko dla Was,

             dalecy Przyjaciele,

             niezwykłość

             w codzienność.

             I śnię, i we śnie

             składam w tej

             właśnie ofierze

             maszty pod mostem

             i wpływam odurzony

             na Resko.

       

       

             Dźwirzyno, 2011 r.

            

       

            

            

      


            

       

            

            

      


            

       

            

            

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 kwietnia 2012 18:56
    • "WIEM"

      Nie wiem dlaczego wierszyk "WIEM" mi się rozsypał, więc go powtarzam. Pomimo tego rozsypania Asi się chyba podobał.

       

      WIEM

       

              Jeśli szukasz jeszcze,

              jeśli wierzyć chcesz… (dla A. E.)

             

              W co mam wierzyć,

              dokąd iść –

              jeszcze nie wiem.

              Jeszcze nie wiem,

              czego szukam,

              czego szukać mam.

              Co mam wiedzieć,

              czego nie wiem –

              ciągle nie wiem.

              Tylko wiem, że chcę.

       

       

       

               Warszawa, 2009 r.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 kwietnia 2012 18:22
  • sobota, 21 kwietnia 2012
    • Dzień Cipki i Telewizja Trwam

      Z jednej strony Bojówki Feministyczne, organizujące Dni Cipki, z drugiej O.Rydzyk  z manifestacją Radia Maryja, a jeszcze manifestacja kibiców Lecha Poznań w stolicy, no i na dodatek Marsz Gwiazdzisty z trzech kościołów zakończony "Wieczorem z Jezusem" pod kościołem Św. Anny. I to wszystko w jednym dniu. Ale się porobiło!

      A, wracając do tego Dnia pań feministek, to może jakieś inne określenia znajdziemy? Na przykład wśród leśnych i łąkowych kwiatków? Może firletka, albo cieciorka, kukawka, lebiodka...

      No, to całkiem inny od wszystkich moich wierszyków:

       

      FIRLETKI, LEBIODKI, CIECIORKI,

      KURDYBANKI…

       

               Odkąd wygnali,

               za radą Platona, 

               wszystkich poetów

               z tego miasta,

               zostaliśmy sami –

               bracia Jafeta i Sema –

               na murach, antenach,

               łamach, trotuarach.

               Opuszczeni i nawet

               bez zapachów imion

               naszych kwiatków

               polnych, przydrożnych

               i leśnych.

               A jest ich tak różnych

               tak wiele –

               czerwonych, różowych,

               purpurowych –

               wilgotnych des-durek.

       

            Firletka ma płatki różowe

            głęboko rozcięte

            z niewielkim przykoronkiem,

            a nektar, proszę państwa,

            uwaga: na dnie

            jej rurki kwiatowej.

       

            Łódeczkę ma osłonioną

            dwoma skrzydełkami

            cieciorka, a mały

            wzniesiony żagielek

            jest lekko trujący,

            więc raczej dla dorosłych.

       

            Lebiodka pachnie

            piękniej niźli oregano

            i cała Prowansja.

            Ma płatki purpurowe

            w szczytowych podbaldachach

            i szerszy przykwiatek.

       

            Górny płatek cząberka

            (tak, tak dzięcieliny)

            przybrany ostróżką.

            Kielich dzwoneczkowy

            na nibyokółkach,

            a warżki ząbkowe ona ma.

       

            Kokoryczka na szczycie

            czerwono purpurowa.

            Ma podwójną koronę

            z zagiętą ostrogą,

            a kulista niełupka

            ma dar oczyszczania.

       

            Z kolei kurdybanek

            krótkoszypułkowy,

            o barwach od czerwonej

            aż do fioletowej,

            klapki ma ozdobione

            powabnym prątniczkiem.

       

            Od różu do fioletu

            bywają kukawki,

            purpurą nakrapiane.

            Sam pręcik – różowy,

            a płatki środkowe węższe 

            są od klapek bocznych.

          

            Są też zapomniane

            czerwone buławniki,

            co ich płatki

            w formie dzwonka

            do siebie się tulą,

            a tobie kłaniają.

       

            Nie zaśniesz

            przy poziewniku,

            z pewnością przyjacielu, 

            zachwycisz się

            gółką wonną,

            naparstką purpurową.

       

            Popłyniesz wpław

            z kartuzkiem,

            z wilżyną innym razem,

            a sen i śnienie

            z kraską –

            makową wszak panienką…

       

               Więc, chociaż posłuchali

               się rady Platona

               i wypędzili poetów

               ze wszystkich płotów

               tego miasta,

               obszczanych podwórek

               i wszystkich głośników,

               gazet i telewizorów,

               nie wyganiajmy

               chociaż nazw i woni

               zwykłych kwiatków polnych

               lub choćby melodii

               słów zapomnianych

               Delfiny i Fryderyka –

               niezwykłych des-durek.

       

       

       

               Ostrówek, 2007 r.

           

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Dzień Cipki i Telewizja Trwam ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      sobota, 21 kwietnia 2012 15:42
  • środa, 18 kwietnia 2012
    • Perpendykuł

      Prawda, że piękne słowo? Tak mi się spodobało, że "chodziłem wokół niego",dobierałem znaczenia, skojarzenia i powstał wiersz

      PERPENDYKUŁ

      Już czas.

      Popatrz.

      Nie ma wątpliwości

      – to już czas podwieczorny.

      Między chmury szare

      rozpostarty łuk

      traci powoli

      wszystkie swe kolory

      i jest już

      prawie niebieski.

      Po skoszonej trawie

      gonią się

      żółte dzioby kosów.

      W starym od zawsze

      i od zawsze ważnym

      zegarze balansowym

      perpendykuł

      nie waha się też

      już ani chwili.

      Więc jeżeli,

      jeśli właśnie teraz,

      w tej nadeszłej,

      jak zawsze znienacka,

      chwili nic nie musisz

      lub nie całkiem

      albo nie do końca

      jeszcze jesteś

      na ten czas gotowy,

      pozwól sobie

      – skaż siebie –

      na chwilę ciszy,

      na przerwanie choćby,

      na przerwanie

      z samym sobą rozmowy.

      Już czas.

       

      Warszawa, 2008 r.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      środa, 18 kwietnia 2012 14:30
  • wtorek, 17 kwietnia 2012
    • o ohydnych pyskach wiersz ii dlaczego blog

      Kilka osób zapytało dzisiaj: "Ty i blog?". Odpowiadam: 1. Niektórzy z Was mówili też wcześniej: "Pokaż jakiś swój nowy wiersz". - Tu możecie przeczytać już co najmniej 5, a będzie więcej; 2. Zmieniła się sytuacja, bo rzadziej bywają lub ustały spotkania w "Poezji", "Dyspensie", Starym Młynku" i w innych miejscach, gdzie gadaliśmy długo o wszystkim, w tym także o teatrze, poezji itp. (Kachet, Grzegorz R. Czarek B., Staszek K. i inni); 3 Nie ma wyjazdów do "mojej" Czarnej k. Ustrzyk, gdzie - pamiętam - wiatr porwał nam kartki spod starego kiwona i poniósł ponad Magurą, ponad Stryjem do Drohobycza. Nie ma wyjazdów do Skalnego w Zakopanem, Krakowa, Poznania,Gdańska, gdzie spotykałem wielu znajomych i kolegów nie tylko z PGNiG. A teraz trochę inny wierszyk:

      KŁANIAM SIĘ

      A gdy już będziesz

      się do odejścia

      od innych sposobił,

      przygotuj im słów parę

      na odchodne właśnie:

      „Nieprzyjaciołom

      – ohydnym pyskom –

      jedno życzenie:

      dupa w mrowisko.

      A wszystkim innym

      kłaniam się nisko”.

      Słaniam się nisko,

      kłaniam się pyskom.

      Kłam.

       

      Warszawa, 2006 r. -

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 kwietnia 2012 18:12
  • poniedziałek, 16 kwietnia 2012
    • WIEM

      Krótki wierszyk dla A. i E. Adresatki łatwo się domyślą. WIEM Jeśli szukasz jeszcze, jeśli wierzyć chcesz… (dla A. E.) W co mam wierzyć, dokąd iść – jeszcze nie wiem. Jeszcze nie wiem, czego szukam, czego szukać mam. Co mam wiedzieć, czego nie wiem – ciągle nie wiem. Tylko wiem, że chcę. Warszawa, 2009 r.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „WIEM”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 kwietnia 2012 18:28
    • Marek Kondrat i Jan Englert

      Z Markiem Kondratem wiąże się też historia dystrybucji tomiku "Bardzo mi przykro, proszę pani". Wydany przeze mnie w oficynie Black Unicorn w 350-400 egzemplarzach rozszedł się w bardzo różny sposób: ok. 200 egz. rozprowadziliśmy z koleżankami i kolegami z MSG pośród pracowników G.K. PGNiG SA, a uzyskane środki przekazaliśmy na potrzeby jednego z domów dziecka w Warszawie i dla osób poszkodowanych przez los. Ok. 100 egzemplarzy rozdałem przyjaciołom i znajomym, a kilkanaście (i tu dochodzimy do rzeczy) dałem Osobom, których "lubię i/lub szanuję". Jedną z Nich był właśnie Marek Kondrat. Z otrzymanego mejla wywnioskowałem, że spodobał Mu się (chyba) wiersz "Róża w obłokach". Marek Kondrat odszedł z zawodu mam nadzieję na chwilę, bo przeczytałem w wywiadzie z Seanem Pennem w "G.W", że "aktorstwa nie można rzucić, nosi się je w sobie". Jeśli tak jest, to myślę, że M. Kondrat jednak czeka na tę jedną jedyną wielką rolę. A może na dwie lub trzy? Kim są Osoby, które "lubię i/lub szanuję"? - Tu to akurat nie jest ważne. Wymienię jeszcze tylko jedną: JAN ENGLERT. Przede wszystkim za Łopachina w "Wiśniowym sadzie". Wstrząsnął mną. Minęło już grubo ponad 30 lat od tamtego spektaklu we Współczesnym, a ja ciągle pamiętam tego Englerta-Łopachina. Mniej zapamiętałem Halinę Mikołajską, a przecież powinienem. Zaraził mnie ten Łopachin jakimś wirusem - tak, że przez lata łaziłem na każdą chyba rzecz właśnie do Współczesnego, do Dramatycznego (za Holoubka), Powszechnego (Hubner), Narodowego (Hanuszkiewicz) i do Ateneum. To był amok spowodowany Eglertem-Łopachinem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 kwietnia 2012 16:30
    • Marek Kondrat

      Drugi przykład wiersza pisanego pisanego i.. nienapisanego, to ODJEŻDŻAŁ. Tu iskierkę i pomysł zawdzięczam Markowi Kondratowi.

      Chyba tak przed rokiem przeczytałem w "G.W." wywiad z Kondratem

      o książkach, a właściwie o czytaniu. I Marek Kondrat powiedział tam m.in. że dla niego "dzień jest często tylko przerwą między stronicami". Złapałem i uczepiłem się tego zdania, jak rzep psiego ogona, no i zapytałem Autora, czy mogę "pożyczyć" tych parę fajnych słów. Zgodził się, chyba trochę zaskoczony, i tak ja piszę od roku wiersz "Odjeżdżał" (niekoniecznie i nie tylko o czytaniu).

      ODJEŻDŻAŁ

       

       

              Czasami i

               tylko czasami

               zakładką jest

               strzęp chaosu

               codziennej gazety,

               a „dzień jest często

               zaledwie przerwą

               między stronicami”.

                  Odjeżdżał.

       

               Opierał się powabom

               tego świata (i)

               jednym ramieniem

               o dwa przykute

               do linijek

               szkła okularów,

               a drugim o swoje

               stare nowe strony

               i wystygłą herbatę.

               Jeździł po całym

               swoim świecie

               i wracał tu –

               nie rozpakowując

               w ogóle walizek –

               by prześnić,

               by przegapić dzień

               i znowu wyjeżdżał.

       

       

               Odjeżdżał,

               gdzie tylko czasami

               zakładką jest strzęp

               chaosu codziennej gazety,

               a dzień zaledwie

               pauzą między stronicami.

       

       

       

               Warszawa, 2011 r.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 kwietnia 2012 14:36

Kanał informacyjny