wiersze nienapisane

Wpisy

  • piątek, 29 marca 2013
    • Czy wstawanie z miejsc w teatrze to wiocha?

      Kończy się 17 Wielkanocny Festiwal Ludwiga van Beethovena. Tak, jak ubiegłym roku, byłem teraz też tylko na jednym koncercie. Wolałbym iść dzisiaj (poszły H. i N.), bo uroczyste zakończenie koncertem w 200. rocznicę urodzin Verdiego. Jego "Requiem" dyryguje Penderecki, śpiewają sławy itp. Wczoraj był recital fortepianowy Rudolfa Buchbindera.

      Ale miało być o wstawaniu z miejsc w teatrze i biciu braw na stojąc. To już jakaś epidemia. Gdziekolwiek bym nie oszedł, to wstają z miejsc i biją brawo, nawet wtedy, gdy sztuka średnia, gra też. Prawie terror wstawania - ktoś zaczyna i stopniowo wszyscy siedzący obok ciebie wstają, a ty - jak ten palant - siedzisz. Patrzą na ciebie podejrzliwie, boś albo kaleka, albo uprawiasz demonstrację. Dla mnie to nagminne wstawanie, to jakaś wiocha. Prawie taka sama, jak bicie brawa po wylądowaniu samolotu. Kto to wymyślił?!

      Od razu zastrzeżenie: żaden ze mnie meloman, więc bardzo prawdopodobne, że R. Buchbinder wczoraj sobie zasłużył na owacje na stojąco. Jest na pewno bardzo biegły technicznie - palce mu latały jak karabin maszynowy, Ale ja - profan - czekałem tylko na główne motywy w "Appassionacie" Beethovena i w sonacie B-dur Schuberta. A, tak na marginesie, to ci którzy pierwsi porwali się na baczość, to też pierwsi runęli pędem schodami do szatni. Myślałem, że będą co najmnie 5 minut przeżywać i napawać się wrażeniami artystycznymi.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      piątek, 29 marca 2013 18:59
  • środa, 27 marca 2013
    • DYNAMICZNIE - DYMANICZNIE

      A teraz mój drugi wiersz: "Dynamicznie, dymanicznie..." z września 1974 r. Obawiam się, że ci poniżej 50-ki nie bardzo będą wiedzieli o co w nim chodzi. Wiedzieć nie bedą też dlaczego ten prosty wierszyk nie mógł się wtedy nigdzie ukazać. Dałem go wtedy zaledwie kilku znajomym. Pamiętam, że już trzecia kopia spod kalki od maszyny do pisania nie była zbyt czytelna.

      DYNAMICZNIE, DYMANICZNIE...

      Wrzesień nosem czerwonym, jak sztandar

      Zasmarkany,

      Węszy Zimę Na Niby,

      Na coś tam.

          Pełznie boczkiem nadzieja

          Z przydeptanym ogonem.

          Na Golgotę pozorów wyruszam.

      Marszałkowska z fumami, pretensjami, kolorkiem

      Znów to Dzisiaj ufajni, uładzi.

      Dezodorant przeżytka rzygnie pewnie w Pasażu

      - Wyprasuje nam główkę, Europą ukadzi.

          Kroczą sprawy na kawy,

          po nich drobne obłapki.

          Nasze buzie tym dniem wycwanione

          Idą dumnie w pozorów cekinach,

          Z muchą w nosie,

          Choć łby mamy tak jakby spuszczone.

      Burobrudno mam we łbie

      I kiełbaśno...

      Dymaniczny rozwój po Grudniu

      Dynamicznie nam życie uprzaśni.

      Wrzesień, 1974 r.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      środa, 27 marca 2013 09:53
  • poniedziałek, 25 marca 2013
    • "Zmierzch dłgiego dnia" - nie

      Do "Polonii" można było chodzić w ciemno. Nigdy lub prawie nigdy się nie zawiodłem. Do "Zmierzchu długiego dnia" Eugene O'Neilla w reżyserii K. Jandy. Niby wszystko świadczyłoby o sukcesie i/lub satysfakcji widza: Naprawdę dobra sztuka, naprawdę dobra reżyserka, dobrzy aktorzy (Janda, P. Machalica, Fudalej, Żurawski), wielowymiarowość psychologiczna postaci...

      A jednak, a jednak niedosyt. Wydaje się, jakby grane to było na jednej nucie, bez niuansów, półcieni. Szkoda.

      Pomimo tego będę, oczywiście, chodził do Polonii, bo to jedna z najlepszych scen warszawskich.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 25 marca 2013 18:18
  • piątek, 22 marca 2013
  • wtorek, 19 marca 2013
  • wtorek, 05 marca 2013
    • Chłop na schwał

      Dopiero pierwszy wiersz w tym roku, więc wydajność (jak na mnie) średnia. No, ale tym razem jest to wiersz typu: "prosty dziwoląg". Ktoś mógłby powiedziec, że i pozostałe są dziwolągowate.

      CHAM LEJE, JAK Z CEBRA

             Na pochyłe drzewo

            cham leje, jak z cebra…

                 (Od zawietrznej

               wiatr mu wiał).

               Miał, co chciał,

               pod obcasy brał

               i parł,

               i żarł.

               Perskie oka słał.

               Koty darł i

               sukcesów pasma

               same miał.

               Chłop na schwał.

       

           …A pokorne cielę

           bardzo żałosne

           ślepia ma psie.

       

       

           Warszawa, 2013 r.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      wtorek, 05 marca 2013 13:35

Kanał informacyjny