wiersze nienapisane

Wpisy

  • środa, 27 listopada 2013
    • "Warlikowski podbija Monachium"

      Z cyklu: "Tylko dobre wiadomości"

      I znowu w głównych programach informacyjnych TV jest i będzie o tym, co powiedział trzeciorzędny polityk w Mszanie Dolnej (przepraszam Mszanę) podczas regionalnego zjazdu garncarzy. We wszystkich stacjach telewizyjnych tuzy dziennikarstwa i zaproszeni eksperci będą dywagować o jakimś sformułowaniu innego kanapowego polityka. Jasne, ze nie zabraknie biadolenia.  Będzie też na końcu informacja o niewydarzonym włamywaczu, który ukradł 3 puszki piwa, ale zgubił na miejscu przestępstwa swój dowód osobisty. W programach rozrywkowych dużo miejsca zajmie pani, która pokazała piersi i/lub nie tylko. W żadnym głównym wydaniu dzienników telewizyjnych nie wspomni się nawet, że "Warlikowski podbija Monachium".

       Według Jacka Hawryluka ("G.W." z 27.11.13) publiczność zgotowała w Monachium owację na stojąco Krzysztofowi Warlikowskiemu za reżyserię opery Ryszarda Straussa - "Kobieta bez cienia". Krytycy są też zachwyceni. Jak pisze J. Hawryluk, spektakl w Monachium zapoczątkował jubileusz Opery Bawarskiej oraz obchody 150. rocznicy urodzin kompozytora. W tym samym czasie inne dzieło R. Straussa - "Elektrę" - wystawiła Opera Paryska i ponoć ta inscenizacja nie umywa się do tej Warlikowskiego.

      Czyż to nie miłe? Czy nie zasługuje na informacje i komentarze w TV?

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      środa, 27 listopada 2013 17:46
  • poniedziałek, 25 listopada 2013
    • Nuda = zło?

      Dwie okazje do zamieszczenia tego wiersza: 1. Może to dziwne, ale coraz bardziej lubię nudę; 2. Czas jest listopadowy.

       

      ZŁO

       

            Jeżeli nuda

            jest rodzajem Zła,

            według Świętego Tomasza,

            to przyznaję, że:

            tak ostatnio,

            od czasu do czasu,

            nazbyt często*

            (niepotrzebne skreślić) –

            zło mnie uwodzi.

       

            Jeżeli tak to jest,

            to – być może –

            naprawdę, ale

            (tylko) być może,

            że:

            - w nieustających

              całą dobę

              pasmach rozrywki,

            - na rynku

              tak obfitej podaży

              wszelkich pożądanych

              dóbr do życia,

            - albo do przeżycia,

            - strategii przetrwania –

            Zło jest zagrożone,

            panoszy się wszędzie

            wszechobecna poczciwość.

            Jeżeli tak jest.

       

       

            A ja, albo ty? –

            Bój się nieba! –

            Jakbyś spróbował

            owoców z Drzewa

            Dobra i Zła i smaku

            tego drugiego

            nie umiał zapomnieć.

            I nie wiadomo,

            czy od dawna,

            niedawna,

            od jakiegoś

            już określonego czasu,

            czy dzień jest dzisiaj

            pod listopad taki.

       

       

       

            Gębice, 2001 r.

       

      

       

      

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 25 listopada 2013 18:50
  • wtorek, 19 listopada 2013
    • Jak oswoić świat?

      Jak skroić swoje otoczenie, swoją codzienność na miarę osobistych potrzeb, pragnień, poczucia bezpieczeństwa? Jeśli chodzi o mnie, to...

      BY OSWOIĆ ŚWIAT

          Mieć tylko dla siebie

          na własność,

          na wieczność

          i na pokuszenie.

      Mieć zawsze dla siebie

      i tylko dla siebie

      choćby rajską wyspę

      na morzach południowych...

      Jakiś sklepik za rogiem

      z powidłem i mydłem

      taki sam i ten sam

      od lat.

      Mieć podbite,

      uległe Warszawy,

      Nowe Jorki

      u stóp...

      Odkładana od zawsze

      co rano gazetę

      u tej pani

      co wszystko

      i o wszystkich wie.

      Stąpać po dywanach

      niezwykle czerwonych

      i miękkich jak puch...

      Mieć może ze dwóch,

      albo trzech przyjaciół,

      sąsiadów dziwaków,

      trochę dziwactw własnych.

      Swoją mieć lagunę,

      helikopter w cieniu,

      jacht srebrny u palm...

      Kawiarnię tuż obok

      i stolik pod oknem

      z widokiem na świat.

      Obok gajów oliwnych

      mieć Napy, Prowansje,

      winnice po kres...

      Piekarnię niedaleko

      z burym wielkim kotem

      i drewnianą kociubą

      opartą o piec.

      Mieć studio prywatne,

      stadninę arabów,

      fleszy blaskiem

      grzać się...

      Starą ławkę w parku,

      plotki, pogaduchy,

      okruchy dla gołębi,

      ukłony dla dam.

      Dać się ponieść

      szampanom, safari

      i upić Cancunom,

      zmienić Bali na Sopot,

      a Ascot na frak...

      Przy codziennym espresso

      uwieść dać się

      wspomnieniom,

      światom przyzwyczajeń,

      sernikiem z konfiturą,

      a czasami bez.

          Mieć tylko dla siebie,

          wyłącznie dla siebie

          własną wyspę

          i swoją lagunę,

          by docenić,

          by oswoić świat.

       

      Warszawa, 2008 r.





      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 listopada 2013 11:30
  • piątek, 15 listopada 2013
    • Do środowej "G.W." - wróć!

      Nie pamiętam kiedy wracałem do wcześniej przeczytanego materiału w jakiejkolwiek gazecie. A stało się to właśnie ze środową "Gazetą Wyborczą" - konkretnie z wywiadem Adama Michnika, przeprowadzonym przez A. Nowakowską i D. Wielowieyską, zatytułowanym "Jesteśmy skazani na życie razem". Zwyczajnie(?) mnie zdziwił, zaskoczył i - przede wszystkim - zachwycił. Od bardzo dawna nie czytałem artykułu (wywiadu) o polityce, będącego klasą samą w sobie. Nie dość, że mądry, trafny, to jeszcze na dodatek bez jakiejkolwiek złośliwości, aluzji, przytyków, ani odrobiny agresji. Jest pełen zrozumienia, empatii dla adwersarzy, czasami pochwał. Słowa Michnika są pełne ciepła, dużo w nich nawet optymizmu w ocenie trudnej współczesności. Próbują także budować mosty, no może kładki porozumienia, między zwaśnionymi stronami, między nami. Piękny, mądry wywiad.

      Jest to blog przede wszystkim o poezji. No, ale ten wywiad to dla mnie poezja.

      Rozklejam się na starość, czy co?



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      piątek, 15 listopada 2013 15:07
  • środa, 13 listopada 2013
    • Prowokacyjne(?) pytania

      Zamieszczam tu swoje (chyba prowokacyjne) pytania odnoszące się do współczesnej polskiej poezji. Mam nadzieję, że nie popełniam jakiegoś przestępstwa cytując w całości wiersze bez podania nazwisk autorów tych "dzieł":

      „Zarzygany wierszami”

      Uprzedzam: będzie nieelegancko i nielojalnie w stosunku do kolegów, subiektywnie, pobieżnie…

      A było tak: Odwiedza mnie dwoje wykształconych i w miarę oczytanych znajomych; ja przeglądam właśnie zaległe czasopisma. I wtedy S. bezceremonialnie: „To takie teraz g. piszecie?” i pokazuje w jednym z miesięczników krótki wiersz, który w całości przytaczam:

      „O radzeniu sobie z ciałem”

      Śniąc o jedzeniu,

      obudziłem się z erekcją,

      poszedłem się odlać.

      Natomiast A. delikatniej: „Czy możesz mi powiedzieć o co chodzi w tym drugim wierszu?”. Znowu cytuję:

      „565 kg”

      Gdzieś wewnątrz tego ciała

      Jest człowiek.

      Tak, tak – to też cały wiersz. A później już wspólnie, nie szukając zbyt usilnie, znaleźliśmy kilkanaście takich „dzieł”. Przytaczam w całości, z braku miejsca, tylko 3 króciutkie, choć są i kilkustronicowe w podobnym typie.

      Utuczony do idealnej wagi 540 kg – samiec bydła

      upada łamiąc nogi i miednicę. Okaleczonego

      w transporcie nazywa się zdołowanym.

      albo

      „Wiersz o Kiełczowskiej”

      Na Kiełczowskiej

      nigdy nie byłam.

      Lub

      Mając do wyboru tylu nowych przyjaciół

      Niezmiennie wybieram stary rower.

      Co za głębia i finezja dowcipu, prawda? Chociaż muszę przyznać, że w 2 ostatnich wierszach jest jednak jakiś dowcip, próba paradoksu. A poza tym znaleźliśmy „dzieła” o „zdejmowaniu ze mnie stringów zębami” i tym podobne ‘autobiografie’.

      Należy podkreślić, że autorami ww. wierszy nie są amatorzy i/lub przypadkowi debiutanci, ale podobno wschodzące gwiazdy polskiej poezji, którymi zachłystują się wręcz niektórzy krytycy i parę redakcji. W związku z tym, na pytanie obcesowego S. muszę odpowiedzieć twierdząco: Tak, tak się teraz pisze. Kłopot mam natomiast, niestety, z pytaniem A. o co w tych wierszach chodzi. Bardzo się starałem, ale nie paniałem. I dlatego, wstydząc się trochę swojej ignorancji, pytam nieśmiało:

      - może jest w tych wierszach ukryty (niezauważony przeze mnie) jakiś sens, może choćby jakieś odwołanie do czegoś ogólnego, znaczącego?

      - może jest to rodzaj happeningu dla mnie niezrozumiałego?

      - może to jakaś (jaka?!) prowokacja?

      - a może, podobnie jak ma to miejsce w przypadku współczesnej muzyki i malarstwa, do odbioru sztuki potrzebne jest dla nas jakieś wprowadzenie, przygotowanie, krótki kurs?

      - może teraz w XXI w., w tym sezonie  wszędzie „się tak nosi” poezję?

      Pewnie coś w tym jest, bo jeden z głośnych młodych poetów napisał jakiś czas temu artykuł w jednym z ogólnopolskich tygodników społeczno-politycznych zatytułowany „Trzeba zabić starych poetów”. Podoba mi się ta młodzieńcza dezynwoltura. Byłoby dziwne, gdyby ambitne młode pokolenia nie buntowały się przeciw zastanej formie i treści, nie chciały przekroczyć  i zerwać (jak choćby Rimbaud) skostniałych ograniczeń. Kibicuję także innej młodej gwieździe – następcy Brunona Jasieńskiego - która chciałaby wywrócić cały porządek społeczny. Tylko jedna mała prośba do panów – taki wręcz drobiazg – piszcie, jak tamci.

        Czytam naprawdę dobry i interesujący artykuł Jakuba Skartysa w „Odrze” nr 5 z tego roku i dowiaduję się, że prof. Henryk Markiewicz – zmarły niedawno wybitny historyk literatury – napisał tak: „…nawet krytycy piszący o poezji nic z niej nie rozumieją”. Podobno również Jacek Podsiadło napisał kiedyś swoisty manifest przeciw poezji niezrozumiałej. Ludzie, nie jestem sam! I to w jakim towarzystwie. Jest więc to dla mnie pociecha, ale nie do końca – ta niezrozumiałość lub, jak powiedział S., małe g. dalej funkcjonuje i ma się coraz lepiej.

        A z artykułu J. Skartysa dowiaduję się też, że niektórzy krytycy tak się nasładzają nowym poezyjnym pokoleniem, że piszą mniej więcej tak: „…Piszą /ci nowi poeci/ tak dobrze, ze mogą pisać już niedobrze”. Albo: „X może pisać niedobrze, ale nie dlatego, ze jego teksty bronią się same z siebie; również dlatego, ze wyrobił sobie wyrazistość głosu”. No, ładnie. Czyli, jak rozumiem, czymś kiedyś zaskoczyli, dali się zauważyć, więc już są czczonymi i wszędzie zapraszanymi celebrytami? I tak to leci?

      No, ale wracam do moich pytań i wątpliwości. Może rzeczywiście coś w tych wierszach jest, tylko ich nie rozumiemy? Jeżeli tak, to prosimy (prof. Markiewicz, J. Podsiadło i ja ze znajomymi) o korepetycje.

      Ale jeżeli są to śmieci i zwykłe g., które są i będą na fali, to… pora umierać.

       

      

       

       

       

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krzysztofzdunek
      Czas publikacji:
      środa, 13 listopada 2013 19:47

Kanał informacyjny